Gabinet od zaplecza

Od lat słyszymy, że kosmetyczki i kosmetolodzy nie powinni przerywać ciągłości skóry, że powinno to być zarezerwowane wyłącznie dla lekarzy. Teraz jednak sytuacja się ZMIENIŁA. Głośno jest bowiem nie tylko o przerywaniu ciągłości, ale również o zakazie stosowania niektórych urządzeń. Jakie będą tego konsekwencje dla rynku usług kosmetycznych? Pokazuję wyniki ankiety przeprowadzonej wśród 1231 właścicieli salonów kosmetycznych!

Na wstępie warto dodać, że nie mamy już do czynienia z opiniami, a z konkretnymi propozycjami zapisów w prawie. Wszystko w związku z projektem Ustawy o wyrobach medycznych, do którego Koalicja Medycyny Estetycznej (w jej skład wchodzi: Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów, Estetycznych, Polskie Towarzystwo Medycyny Estetycznej i Anti-Aging oraz Polskie Towarzystwo Dermatologiczne) złożyła formalne uwagi w formie Raportu regulacyjnego.

O co konkretnie chodzi – w dwóch zdaniach

Poniżej kilka cytatów z tego dokumentu:

W sprawie przerywania ciągłości skóry:

Naruszenie ciągłości ciała może powodować różne nieprzewidziane reakcje, którym przeciwdziałać może tylko lekarz.

i

Warto także podkreślić, że ryzyka w powyższym zakresie zostały zauważone podczas posiedzenia Senackiej Komisji Zdrowia, podczas której wskazano, że „w trakcie dyskusji podkreślano, że zabiegi tzw. medycyny estetycznej, które są obecnie wykonywane przez kosmetyczki, powinni wykonywać wyłącznie lekarze. Jak wskazywano, brak nadzoru nad kosmetyczkami zwiększa ryzyko powikłań. W opinii senatora Andrzeja Stanisławka zabieg, podczas którego zostaje naruszona ciągłość skóry, nie powinien być wykonywany przez kosmetyczkę. „Uważam, że prawo powinno być jasne, ponieważ prawo ma chronić pacjenta”.

W sprawie stosowania urządzeń kosmetycznych i innych produktów, które możemy zaliczyć do wyrobów medycznych:

Przeprowadzona analiza prawnych zagadnień stosowania wyrobów medycznych w medycynie estetycznej wykazała potrzebę przyjęcia przepisów, które zapewnią, że wybrane wyroby medyczne będą stosowane tylko przez lekarzy. Naruszenie przedmiotowych ograniczeń powinno być obarczone sankcjami administracyjnymi lub karnymi w celu zapewnienia skutecznego egzekwowania przepisów.

i

Do wyrobów medycznych stosowanych w medycynie estetycznej należy zaliczyć:

– kwas hialuronowy i inne tzw. wypełniacze,
– wszelkie substancje podawane poprzez iniekcję albo wkłucie,
– nici liftingujące,
– osocze bogatopłytkowe,
– inne substancje nie będące lekami stosowane do celów estetycznych poprzez wprowadzone do ludzkiego ciała poprzez iniekcję albo nakłucia (nie dotyczy barwników do tatuaży),
urządzenia oddziaływujące energią prądu elektrycznego oraz fal elektromagnetycznych lub mechanicznych o gęstościach mocy przekraczających wartość 1000mW/cm2 w punkcie najsilniejszego oddziaływania na tkankę.

Sprawę omawiałam szerzej w tym artykule. W tej chwili chciałabym zwrócić uwagę na ostatni punkt z powyższego cytatu. O pomoc w oszacowaniu konsekwencji tak sformułowanej propozycji poprosiłam specjalistów z mojej grupy Gabinet kosmetyczny od zaplecza: kosmetologów, dystrybutorów sprzętu i ekspertów zajmujących się jego serwisem.

Okazuje się, że w tak sformułowanym zakazie mieszczą się prawie wszystkie sprzęty stosowane w salonach kosmetycznych! Członkowie grupy wymieniają m.in.: peeling kawitacyjny, mikrodermabrazję diamentową, HIFU, kriolipolizę, radiofrekwencję, endermomasaże, falę akustyczną, IPL i lasery.

Mamy więc potencjalny zakaz:

  • przerywania ciągłości skóry – nie jest to powiedziane wprost, ale sformułowanie: naruszenie ciągłości ciała może powodować różne nieprzewidziane reakcje, którym przeciwdziałać może tylko lekarz – w połączeniu ze zgłaszanymi od lat postulatami i wypowiedziami (władz stowarzyszeń lekarskich i niektórych polityków) jest niepokojące,
  • stosowania większości sprzętów, które od lat są wykorzystywane w salonach kosmetycznych.

Warto jeszcze wspomnieć o barwnikach do makijażu permanentnego, które NIE ZOSTAŁY wymienione jako wyjątek (barwniki do tatuażu zostały).

Co się stanie, jeśli te postulaty zostaną uwzględnione w tworzonej ustawie?

Aby oszacować finansowe i społeczne konsekwencje takich propozycji, przeprowadziłam ankietę, w której wzięło udział 1231 właścicieli salonów kosmetycznych.

Wyniki ankiety omawiam poniżej.

Skutki ewentualnego zakazu przerywania ciągłości skóry

Na pytanie: czy w swoim salonie wykonujesz zabiegi, które wiążą się lub mogą się wiązać z przerwaniem ciągłości skóry? (np. depilacja woskiem, manicure, makijaż permanentny, mezoterapia itp.) aż 98% właścicieli salonów (1202 osoby) odpowiedziało TAK. Wspomnianych zabiegów nie wykonuje jedynie 2% salonów – 29 osób.

Ewentualny zakaz przerywania ciągłości skóry przez kosmetyczki i kosmetologów spowoduje, że 98% salonów kosmetycznych będzie musiało ze swojej oferty usunąć takie zabiegi jak: manicure, depilacja woskiem, regulacja brwi, makijaż permanentny, mezoterapia itd. Czy klienci salonów kosmetycznych zainteresowani np. depilacją woskiem musieliby się zgłaszać do lekarza?

Zapytałam również o to, jakie konkretnie zabiegi związane lub mogące się wiązać z przerwaniem ciągłości skóry są wykonywane w salonach kosmetycznych. Rozkład odpowiedzi znajduje się na poniższych wykresach.

Z powyższych odpowiedzi można wysnuć następujące wnioski:

  • W większości salonów kosmetycznych są wykonywane małoinwazyjne zabiegi związane z przerywaniem ciągłości tkanek. To właśnie te salony będą najbardziej poszkodowane w wyniku wprowadzenia ewentualnego zakazu. Co więcej, najbardziej popularne zabiegi nie są kontrowersyjne. W społecznej świadomości głęboko zakorzeniony jest pogląd, że w celu wykonania takich zabiegów należy się zgłosić właśnie do salonu kosmetycznego.
  • Najpopularniejsze zabiegi wiążące się z przerwaniem ciągłości tkanek są powszechnie uznawane za bezpieczne. Żadne środowiska (w tym również medyczne) nie zgłaszają postulatów mających na celu wyeliminowanie tych zabiegów z oferty salonów kosmetycznych. Proponowane zmiany w prawie przyniosłyby jednak niestety WŁAŚNIE TAKI skutek. Należy więc zadać sobie pytanie, czy na manicure lub depilację woskiem będzie można wybrać się wyłącznie do gabinetu lekarskiego?
  • Bardziej inwazyjne zabiegi, będące przedmiotem kontrowersji, są wykonywane w znacznie mniejszej ilości salonów. Należy podkreślić, że wykwalifikowani kosmetolodzy zwykle podejmują się wykonywania takich zabiegów, dysponując dużym doświadczeniem, dorobkiem zawodowym i mając odbytych wiele szkoleń pogłębiających wiedzę. Czy zamiast zakazywać wszystkiego wszystkim, nie lepiej byłoby doprecyzować wymagania dla osób, które chcą zajmować się takimi zabiegami? Czy np. restrykcyjny egzamin państwowy nie byłby tutaj wystarczającym rozwiązaniem?

Skutki ewentualnego zakazu stosowania urządzeń w salonach kosmetycznych

Na pytanie: czy w swoim salonie wykonujesz zabiegi związane z wykorzystaniem sprzętu, np. peeling kawitacyjny, fale radiowe, zabiegi laserowe, IPL itd. aż 83% właścicieli salonów (1026 osoby) odpowiedziało TAK. Wspomnianych zabiegów nie wykonuje jedynie 17% salonów – 205 osób.

Ewentualny zakaz stosowania większości urządzeń przez kosmetyczki i kosmetologów spowoduje, że 83% salonów kosmetycznych będzie musiało ze swojej oferty usunąć takie zabiegi jak: peeling kawitacyjny, laserowe usuwanie włosków, odmładzanie falami radiowymi itd.

Ponownie zapytałam również o to, jakie konkretnie zabiegi z wykorzystaniem sprzętu są wykonywane w salonach kosmetycznych. Rozkład odpowiedzi znajduje się na poniższych wykresach.

Wnioski z powyższych analiz pokrywają się z tymi, które opublikowałam pod wykresami dotyczącymi zabiegów związanych z przerywaniem ciągłości skóry.

Im bardziej inwazyjne zabiegi, tym mniej salonów jest zainteresowanych ich wykonywaniem. Wprowadzając zakazy obejmujące większość sprzętów, „wylewamy dziecko z kąpielą”. Zamiast opracować jasne wytyczne i zasady wykonywania zabiegów wiążących się potencjalnie z większym ryzykiem, spisujemy na straty całą branżę kosmetyczną.

A wystarczyłoby przecież ujednolicić programy kształcenia, uporządkować rynek szkoleniowy i wprowadzić zasady obejmujące, np.:

  • poziom wykształcenia wymagany do wykonywania konkretnych, inwazyjnych zabiegów – np. tylko dla osób, które mają tytuł magistra lub licencjata kosmetologii,
  • dodatkowe szkolenia, które należy odbyć – np. studia podyplomowe lub szkolenia prowadzone przez ośrodki będące pod nadzorem państwa,
  • egzamin państwowy, do którego można by było przystąpić spełniając ww. zasady – zdany egzamin potwierdzałby kwalifikacje do wykonywania konkretnych, najbardziej inwazyjnych zabiegów – teoretyczne i praktyczne.

Oczywiście opisane powyżej zasady nie powinny obejmować podstawowych zabiegów, które przecież są nauczane i weryfikowane w toku edukacji kosmetologów i techników usług kosmetycznych. 

Depilacja nóg – tylko u lekarza?

W ankiecie zadałam również pytanie o wykonywanie konkretnej grupy zabiegów, mianowicie zabiegów laserowych/IPL. Jest to dynamicznie rozwijająca się w ostatnich latach gałąź kosmetologii. Istnieją nawet salony lub sieci salonów kosmetycznych specjalizujących się wyłącznie w wykonywaniu takich zabiegów.

Zabiegi laserowe są wykonywane aż w 45% salonów biorących udział w ankiecie (553 osób). 

Dominują zabiegi depilacji, na które w pytaniu wielokrotnego wyboru wskazało 437 właścicieli salonów. Najmniejszą popularnością cieszą się zabiegi usuwanie tatuażu/makijażu permanentnego – 182 głosy.

Pomijając oczywisty fakt, że po wprowadzeniu omawianych regulacji takie salony z dnia na dzień stracą możliwość funkcjonowania i zostaną z wielkimi, niespłaconymi kredytami oraz sprzętem, którego już nikt od nich nie odkupi (no bo niby kto, skoro nikt nie będzie mógł wykonywać takich zabiegów) warto podkreślić, że jest to wręcz karygodne marnotrawienie potencjału ekspertów!

Jeśli dajmy na to, kosmetolog po studiach otworzył salon, w którym zajmuje się wyłącznie depilacją laserową – codziennie, przez 10 godzin, nieprzerwanie od np. 7 lat, to czy na rynku znajdziemy lepszego eksperta w tej dziedzinie? Nie!

Dlaczego zatem skazywać najlepszych specjalistów na wieloletnią finansową wegetację (wszak 100 000 kredytu na laser samo się nie spłaci) tylko po to, żeby tym samym zajęły się osoby, które nie mają w tym temacie żadnego doświadczenia? No, chyba że się mylę i na medycynie można szlifować umiejętności depilacji laserowej?

Co właściciele salonów kosmetycznych sądzą o proponowanych regulacjach?

Co o tym sądzą właściciele salonów? Nietrudno przewidzieć. Chyba jak każdy, komu z dnia na dzień, bez żadnych racjonalnych powodów chce się odebrać wypracowywane latami źródło zarobku, są przerażeni, a w wielu przypadkach nawet wściekli.

Aż 95% właścicieli salonów kosmetycznych słyszało o postulatach niektórych środowisk lekarskich skutkujących ewentualnym zakazem wykonywania większości zabiegów.

Aż 92% przedsiębiorców z branży beauty w obliczu tych zapowiedzi boi się o przyszłość swojego salonu. Czy te obawy są uzasadnione?

Finansowe skutki ewentualnych zakazów – co z kredytami, leasingami i dotacjami?

Kosmetologia rozwija się niemal w takim samym tempie jak elektronika – wiele nowoczesnych urządzeń kosmetycznych to prawdziwe cuda techniki! Inwestycje w profesjonalny, bezpieczny dla klientów sprzęt kosmetyczny to obecnie kwoty idące nie w tysiące, ale w dziesiątki i setki tysięcy złotych.

Nie każdy właściciel salonu kosmetycznego może sobie pozwolić na takie inwestycje. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest kredyt lub leasing. Według mojej ankiety, z takich form finansowania korzysta aż 45% właścicieli salonów. 

Wykonuję zabiegi – spłacam raty. Czy ktokolwiek pomyślał, co się stanie w sytuacji, w której z dnia na dzień, bez merytorycznych powodów zakażemy właścicielom salonów korzystania z większości urządzeń?

Kto spłaci te kredyty?

Czy to normalne, że przedsiębiorca kupuje legalny, certyfikowany sprzęt, którego obsługi uczył się na studiach, dodatkowo przeszedł stosowne szkolenia u producenta i dosłownie z dnia na dzień traci możliwość jego użytkowania?

Co z dystrybutorami takiego sprzętu, którzy zainwestowali miliony po to, żeby oferować swoim klientom skuteczne i bezpieczne rozwiązania oparte o najnowsze osiągnięcia nauki?

Jeśli mówimy o inwestycjach, warto sprawdzić, jak to wszystko wygląda w konkretnych liczbach. 

Ponad 1200 właścicieli salonów kosmetycznych zapytałam o inwestycje, które poczynili, wyposażając swoje salony w sprzęt, którego wedle proponowanych zmian w prawie, prawdopodobnie nie mogliby już używać.

Na poniższym wykresie widać szczegółowe dane.

Kolejny wykres to zbiorcza analiza szerszych przedziałów kwot. Z zebranych danych wynika, że:

  • 37% właścicieli salonów zainwestowało w sprzęt poniżej 20 00 zł – dużą grupę stanowią tutaj zapewne salony zajmujące się wykonywaniem zabiegów niewymagających znacznych inwestycji, ale z kolei wiążących się z przerywaniem ciągłości skóry, takich jak np. depilacja woskiem, regulacja brwi, manicure, pedicure itd.,
  • 22% właścicieli salonów zainwestowało w sprzęt kwoty między 20 a 50 tysięcy złotych,
  • 28% właścicieli salonów zainwestowało w sprzęt kwoty między 50 a 200 tysięcy złotych,
  • 13% właścicieli salonów zainwestowało w sprzęt powyżej 200 tysięcy złotych.

Nie trzeba chyba dodawać, bo wspominałam już o tym wcześniej, że byłyby to pieniądze „wyrzucone w błoto” i „gwóźdź do trumny” większości salonów, bo:

  • komu sprzedać sprzęt, jeśli nikt (poza garstką lekarzy) nie może na nim pracować,
  • co zrobić z wielotysięcznym kredytem lub leasingiem, jeśli z dnia na dzień tracimy jedyne źródło zarobku,
  • jak spłacić prywatne zobowiązania, jak „odbić się od dna”, jeśli wszystkie oszczędności, np. zamiast na mieszkanie, przeznaczyliśmy na rozwój firmy, którą odbiera się nam z dnia na dzień?

Nie można tutaj pominąć tematu unijnych dotacji, z których korzystało wiele salonów i które jednocześnie są obwarowane wieloma wymogami. Jak rozliczyć takie dotację, jeśli salon z dnia na dzień wbrew faktom i woli właściciela przestanie istnieć?

Szkolenia… Wydatki na profesjonalny sprzęt, to nie jedyne gigantyczne koszty właściciela salonu. Wykonywanie usług na najwyższym poziomie wiąże się z koniecznością uczestniczenia w szkoleniach, których koszt zwykle waha się od tysiąca do kilku tysięcy złotych. Aby pracować odpowiedzialnie, bezpiecznie i skutecznie, nierzadko już na starcie trzeba odbyć kilka takich szkoleń, a w kolejnych latach uzupełniać i aktualizować swoją wiedzę. To kolejne dziesiątki tysięcy złotych inwestycji. 

Finansowe skutki ewentualnych zakazów – ile salonów zbankrutuje?

Właścicieli salonów biorących udział w ankiecie zapytałam również o to, jaki procent ich dochodów generują zabiegi związane z przerywaniem ciągłości skóry i z wykorzystaniem sprzętu, który miałby zostać zakazany.

Poniżej zbiorcza analiza szerszych przedziałów dochodów.

Można roboczo założyć, że salony, które czerpią z takich zabiegów poniżej 50% swoich dochodów, miałyby szansę przetrwać, choć i tak jest to założenie mocno ryzykowne.

Skoncentrujmy się jednak na pozostałych 77% salonów, dla których wspomniane wcześniej zabiegi generują powyżej 50% dochodów. Po wprowadzeniu tak restrykcyjnych regulacji te salony na pewno znikną z rynku.

Po pierwsze, dlatego, że stracą główne źródło utrzymania. Po drugie, dlatego, że nie będą miały możliwości zmiany swojej oferty zabiegowej. Dlaczego?

Oferta usług kosmetycznych jest obecnie bardzo szeroka. Każdy ma szansę tak skomponować menu zabiegowe, aby wykorzystać swoje mocne strony i zaspokoić potrzeby różnych grup klientów. Czy w sytuacji, w której do salonu kosmetycznego będzie można przyjść „jedynie na maseczkę”, klientów wystarczy dla wszystkich? Nie.

Straty dla budżetu państwa spowodowane wprowadzeniem nowych regulacji

W jednym z artykułów na blogu wykonałam obliczenia, z których wynika, że w Polsce jest od od 27 387 do 32 575 salonów świadczących usługi kosmetyczne. 

Nie trudno policzyć, że po wprowadzeniu omawianych regulacji z rynku może zniknąć od 21 088 do 25 082 (77%) salonów świadczących usługi kosmetyczne! Dla dalszych rozważań przyjmijmy średnią wartość 23 085 salonów.

Zakładając (mocno orientacyjnie), że przeciętny salon zasila budżet Państwa co miesiąc choćby jedną składką ZUS w wysokości ok. 1400 zł (zgodnie ze styczniowymi podwyżkami) i podatkami (VAT, dochodowy) w wysokości 5000 zł, okazuje się, że na proponowanych zmianach budżet Państwa straci MIESIĘCZNIE ok. 147 744 000‬ zł!

Należy oczywiście zrobić kilka zastrzeżeń na plus i na minus, które mogą wpływać na ostateczną wysokość tej kwoty.

Na minus:

  • niektóre salony korzystają z preferencyjnych składek ZUS,
  • nie każdy salon jest VAT-owcem,
  • niektóre salony ze względu na mniejsze obroty będą płacić niższe podatki.

Na plus:

  • wiele salonów zatrudnia pracowników (o tym szerzej za chwilę), więc nie płaci jednej, a wiele składek ZUS plus podatki,
  • niektóre salony ze względu na większe obroty będą płacić wyższe podatki.

Mając na uwadze wszystkie powyższe zastrzeżenia, chciałam zwrócić uwagę na skalę problemu, która niezależnie od precyzyjnie wyliczonych kwot jest GIGANTYCZNA!

Warto także doliczyć straty związane z następującymi sytuacjami:

  • straty z podatku VAT związanego z zakupem sprzętu i produktów do salonów,
  • koszty zasiłków dla osób, które pozostaną bez pracy,
  • koszty świadczeń macierzyńskich – warto podkreślić, że właścicielkami salonów kosmetycznych są z reguły kobiety – kobiety, które same finansują swoją ciążę i macierzyństwo, przy stałych kosztach rzędu kilku tysięcy złotych i groszowym zasiłku, wiele kobiet nie ma możliwości, żeby zrezygnować z pracy i udać się „na urlop macierzyński” – koszty ich utrzymania po zamknięciu salonu przejmie państwo – jedyny plus, że skończą się nękające kobiety prowadzące działalność kontrole ZUS-u (tak, to ironia),
  • straty związane z upadkiem części producentów i dystrybutorów sprzętu, którzy stracą ogromną część rynku,
  • straty związane ze zmniejszeniem sprzedaży w firmach produkujących kosmetyki, część takich firm upadnie,
  • straty związane z upadkiem firm szkoleniowych, które nie będą miały kogo szkolić,
  • straty finansowe innych firm obsługujących salony np. aplikacje do zarządzania salonem, firmy odbierające odpady medyczne, ubezpieczyciele, firmy sterylizujące narzędzia, organizatorzy targów i konferencji branżowych,
  • straty związane z likwidacją studiów na kierunku kosmetologia – w obliczu proponowanych regulacji istnienie takiego kierunku studiów traci sens,
  • itd…

Wpływ ewentualnych zmian w prawie na rynek pracy

Kolejnym niezwykle istotnym aspektem sprawy jest wpływ proponowanych regulacji na rynek pracy.

Właścicieli salonów, którzy wzięli udział w ankiecie zapytałam o to, czy zatrudniają pracowników:

i w przypadku pozytywnej odpowiedzi, ilu konkretnie pracowników zatrudniają.

W przypadku zniknięcia z rynku 77% salonów, czyli szacunkowo 23 085 obiektów, pracę straci nie tylko wspomnianych 23 085 właścicieli, ale również szereg ich pracowników.

Ilu konkretnie?

  • pracowników zatrudnia 51% z 23 085 zagrożonych bankructwem salonów, czyli 11 773 obiektów,
  • 38% z 11 773 salonów zatrudnia 1 pracownika, co oznacza 4474 zwolnione osoby,
  • 29% z 11 773 salonów zatrudnia 2 pracowników, co oznacza 6 828 zwolnionych osób,
  • 24% z 11 773 salonów zatrudnia od 3 do 4 pracowników, co oznacza od 8475‬ do 11 300‬ zwolnionych osób,
  • 7% z 11 773 salonów zatrudnia od 5 do 10 pracowników, co oznacza od 4 120 do 8 240 zwolnionych osób,
  • 2% z 11 773 salonów zatrudnia powyżej 10 pracowników (przyjmijmy 11), co oznacza 2585‬ zwolnionych osób,

Sumując te wszystkie liczby uzyskujemy od 49 567 do 56 512 zagrożonych miejsc pracy! Nie trzeba chyba dodawać, jakie mogą być społeczne skutki takiej sytuacji oraz skali kolejnych strat dla budżetu państwa.

I nie, tych osób „nie wchłoną” inne salony, bo one też znikną. Chyba ciężko oczekiwać, że 50 000 specjalistów z dnia na dzień się przebranżowi…

Dla porządku dodam jeszcze, że do tej liczby należy doliczyć zwolnienia w:

  • firmach produkujących i dystrybuujących profesjonalne kosmetyki i sprzęt,
  • firmach szkoleniowych, ubezpieczeniowych, odbierających odpady medyczne, sterylizujących narzędzia, organizujących targi i konferencje branżowe itd.,
  • uczelniach wyższych kształcących kosmetologów oraz w szkołach policealnych,
  • Powiatowych Stacjach Sanitarno-Epidemiologicznych – 23 085 salonów mniej, to co najmniej 23 085 mniej kontroli do przeprowadzenia każdego roku,

Dziesiątki tysięcy świetnych specjalistów mogą stracić pracę!

Zwiększenie szarej strefy i spadek bezpieczeństwa wykonywanych zabiegów

Profesjonalne salony kosmetyczne są regularnie kontrolowane przez sanepid. Jeśli proponowane regulacje wejdą w życie klientki będą coraz liczniej korzystać z usług wykonywanych w domach, „na czarno”, przy pogwałceniu podstawowych zasad bezpieczeństwa.

Na salony kosmetyczne w ostatnich latach nakładane są coraz to nowe, kosztowne obowiązki, warto wspomnieć chociażby o:

  • projekcie nowego rozporządzenia sanitarnego, który spowoduje wielotysięczne wydatki dla właścicieli salonów,
  • RODO,
  • BDO,
  • podwyżkach składek ZUS, płacy minimalnej,
  • zmianach w L4, utrudnieniach dla matek prowadzących działalność.

Wszystko to powoduje, że usługi osób bez wykształcenia, pracujących w skandalicznych warunkach, nieużywających materiałów jednorazowych i niesterylizujących sprzętu stały się dla nieświadomych zagrożeń klientów bardziej konkurencyjne. 

Powikłania powstające w wyniku wykonywania takich zabiegów „idą na konto” legalnie pracujących specjalistów, którzy nie dość, że tracą klientów, nie mogą liczyć na państwo, które nie robi nic, żeby karać takie osoby, to jeszcze są nieustannie oczerniani w mediach. Oczerniani za błędy osób, które z profesjonalną kosmetologią nie mają nic wspólnego.

Wystarczy wejść na dowolne forum ogłoszeniowe i wybrać się do osób reklamujących takie usługi na kontrolę. Niestety, firma nie istnieje, więc nie ma czego kontrolować. Szara strefa kwitnie, ale to dopiero początek.

Kiedyś profesjonalne produkty były dostępne wyłącznie dla specjalistów z dyplomem. Obecnie spora część profesjonalnych kosmetyków i sprzętów jest dostępna dla każdego. Wolny rynek, można by rzec, ale znów wraca temat powikłań, które powstają między innymi dlatego, że postronne osoby mają dostęp do produktów, które są bezpieczne tylko w rękach profesjonalisty.

Można wymazać z mapy Polski salony kosmetyczne, ale nie da się wymazać oczekiwań klientek, które coraz liczniej inwestują w zabiegi kosmetyczne, aby poprawić swoją urodę. Gdzie pójdą te klientki? Do lekarzy, czy może do Kasi spod 15-stki, która obejrzała 3 filmiki na YouTube i „robi paznokcie”?

Czy może być jeszcze bardziej absurdalnie? Może.

Tragizm całej sytuacji podkreśla fakt, że trwają właśnie ostatnie prace nad wspomnianym już rozporządzeniem sanitarnym, który nakłada na salony kosmetyczne jeszcze bardziej rygorystyczne wymogi, niż dotychczas. W wielu opiniach specjalistów pojawiają się stwierdzenia, że są to wymogi „jak dla szpitali”.

Większość tych wymogów została zaproponowana po to, aby zwiększyć bezpieczeństwo klientów korzystających z zabiegów związanych z przerwaniem ciągłości tkanek. Zabawne, prawda? Nałóżmy wielotysięczne obowiązki na właścicieli salonów – bo przerywają ciągłość skóry – a później im tego przerywania zakażmy.

Dodam jeszcze, że środowiska lekarskie zgłaszały obawy, czy aby wspomniane rozporządzenie nie będzie obowiązywać również ich. Logika wskazywałaby, że lekarz wykonujący bardziej inwazyjne zabiegi, powinien spełniać nawet bardziej restrykcyjne wymagania, niż kosmetyczka… Logika jednak już dawno opuściła ten temat.

Wybiórcze ograniczanie ryzyka…

Pozostając w temacie absurdów, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny szczegół. Spod omawianych zakazów miałyby być wyłączone salony tatuażu.

Czy przerywanie ciągłości skóry przez tatuatora jest mniej niebezpieczne, niż przerywanie ciągłości skóry np. przez kosmetologa, który kształcił się przez 5 lat na Uniwersytecie Medycznym?

Co z salonami „modyfikacji ciała”, w których można sobie zrobić, np.:

  • implant magnetyczny w palcu, który będzie przyciągał szpilki,
  • silikonowy implant w małżowinie usznej,
  • gorset z kolczyków,
  • rozcięcie języka,
  • wzorek z blizn,
  • wzorek wypalony w skórze gorącym narzędziem.

Czy to aby nie jest bardziej groźne dla zdrowia i życia ludzi, niż manicure?

Podsumowując…

Jako branża jesteśmy naprawdę mocno sfrustrowani tą sytuacją i niepokojącymi zapowiedziami, które wprawdzie pojawiały się już od lat, ale dopiero niedawno przybrały kształt konkretnych propozycji zgłoszonych do ustawodawcy.

Nie chcemy czekać na to, aż ustawodawca odniesie się do tych propozycji. Nie możemy na to czekać, bo w mediach od wielu miesięcy są publikowane informacje, które nie przedstawiają pełnego obrazu sytuacji. Nasze środowisko nie dysponuje wielkimi finansami, wpływami, żeby się przed tym wszystkim bronić. 

Nasz głos nie jest słyszany. Wszędzie słychać za to o „kosmetyczkach narażających bezpieczeństwo klientów”. Wszędzie słychać o botoxie, który jest lekiem i kosmetolodzy doskonale o tym wiedzą. Owszem, zdarzają się pojedyncze przypadki braku odpowiedzialności, głównie jednak w szarej strefie, która jak wspomniałam (ku naszej rozpaczy) kwitnie. 

Udało się jednak przekonać opinię publiczną, że chodzi o botox. Każda dyskusja na ten temat jest kwitowana właśnie tym nieszczęsnym botoxem. Nikt głośno nie mówi o tym, że chodzi również o dziesiątki innych, wykonywanych od lat w gabinetach zabiegów.

Skoro 99% komentujących nie ma takiej wiedzy, to czy ma ją ustawodawca? Tego nie wiemy, ale mamy nadzieję, że nasz głos dotrze do osób decyzyjnych i pokaże im pełen obraz sytuacji. Tak bardzo zaciemniony i rozmyty w medialnych przekazach drugiej strony.

Należy podkreślić, że wielu kosmetologów z powodzeniem współpracuje z lekarzami, tworząc świetne zespoły. Taka partnerska współpraca jest korzystna dla wszystkich stron – kosmetologów, lekarzy i klientów. Tym bardziej ubolewamy, że zamiast zaproszeń do merytorycznej rozmowy, nieustannie słyszymy rzucane w naszym kierunku zarzuty i dyskredytujące opinie.

Komentarze właścicieli salonów, którzy wypełnili ankietę

Na koniec chcę oddać głos właścicielom salonów kosmetycznych, którzy wzięli udział w ankiecie. W ostatnim pytaniu była możliwość napisania kilku zdań od siebie. Wybrane wypowiedzi cytuję poniżej – oznaczone jako cytat i napisane kursywą.

Warto je przeczytać, ponieważ znajdziemy w nich odpowiedzi na często padające argumenty, np. związane z bezpieczeństwem przeprowadzania zabiegów.


Na samym końcu artykułu, pod wypowiedziami właścicieli salonów znajdziesz kilka WAŻNYCH informacji na temat ważnych działań w tej sprawie – zajrzyj tam koniecznie!


Zatrudniam osoby, które są licencjonowanymi kosmetologami. Dodatkowo nieustannie się szkolimy. Przez 8 lat prowadzenia działalności nie odnotowałyśmy powikłania z powodu źle wykonanego zabiegu.


Przez takie zmiany przepisów my jako właściciele zostaniemy z niezapłaconymi leasingami, a pracownicy będą zwalniani… Więcej osób do utrzymania z pieniędzy Państwa…


Koszt mojego wykształcenia oraz szkoleń to około 25 000 zł.


Jestem nauczycielem w szkole policealnej na TUK; ultradźwięki, fale radiowe, peelingi chemiczne itp. są w programie nauczania i na egzaminie państwowym, więc powinno być prawo do ich wykonywania, ww. urządzenia mamy nawet w pracowni szkolnej.
Moim zdaniem powinno zostać rozgraniczone – zabiegi bardziej inwazyjne dla lekarzy: osocze, nici, wypełniacze itp. a reszta kosmetologom. Powinno się zróżnicować mgr kosmetologii od kosmetyczki po kursie.


Jeżeli te zmiany wejdą w życie, będę musiała zamknąć działalność.


Uważam, że oprócz ww. skutków ekonomicznych trzeba także zwrócić uwagę na skutki społeczne możliwych zmian w prawie. Lekarze są w większości kształceni za pieniądze publiczne (studia dzienne i specjalizacje). To kształcenie jest drogie i długie, a jego pierwotnym celem było wykształcenie specjalistów do leczenia chorób i ratowania ludzkiego życia.

Proponowane zmiany spowodują, że przynajmniej część lekarzy porzuci dotychczasowe praktyki lekarskie, aby zająć się „medycyną estetyczną”, co jednocześnie ograniczy w dalszym stopniu dostępność dla społeczeństwa lekarzy leczących chorych pacjentów. Trzeba zadać pytanie, czy taki scenariusz jest korzystny dla naszego społeczeństwa. Moim zdaniem nie. Lekarze powinni zajmować się leczeniem i ratowaniem życia, a inne zabiegi, których bezpośrednim celem nie jest leczenie, powinny być wykonywane przez inne osoby, posiadające odpowiednie wykształcenie i kwalifikacje (czyli np. kosmetologów).

Często używanym przez lekarzy argumentem za ograniczeniem prawa do wykonywania zabiegów jest możliwość wystąpienia powikłań, tymczasem jak wiemy, jeśli podczas leczenia wystąpi powikłanie i nie jest ono z zakresu specjalizacji danego lekarza, to odsyła on pacjenta do specjalisty z danej dziedziny – więc tak samo może zrobić i robi w tej chwili kosmetolog.

Drugim częstym argumentem jest możliwość wystąpienia wstrząsu w trakcie wykonywania zabiegu. Ja do tej pory nie słyszałem, aby u kogoś w gabinecie coś takiego się zdarzyło, chociaż rozumiem, że może się zdarzyć, tak samo, jak może się zdarzyć na stołówce i restauracji w wyniku alergii pokarmowych, lub na pikniku w wyniku ukąszenia owada i chyba nawet tak zdarza się częściej. Czy w tych miejscach też zamierzamy wprowadzić stałe dyżury lekarzy? Nie sądzę. To tej pory działa to w ten sposób, że w przypadku wstrząsu wzywa się pogotowie lub dowozi osobę na SOR i tam jest jej udzielana pomoc, więc wydaje się, że może to tak działać w dalszym ciągu.


Bardzo nie podoba mi się to, że osoby, które kompletnie nie wiedzą, co z czym się je, zajmują się ustawianiem naszej pracy, a co za tym idzie życia. To tak jakby trenerem piłkarskim został ktoś, kto całe życie spędził za biurkiem i nigdy nie grał w piłkę.


Przy takich działaniach rządu szkoda było wydawać tyle na szkolenia, tracić lata na szkołę i tysiące pieniędzy na sprzęty. Legalne, bezpieczne gabinety upadną, a szara strefa będzie rosnąć.


Proponuję, aby lekarze zajęli się leczeniem, przecież ich brakuje w szpitalach na etatach, a jakby nie było, studiowali na państwowych uczelniach za pieniądze podatników.


Podolodzy wszystkie zabiegi, które wykonują, wiążą się z przerwaniem ciągłości i jesteśmy pod tym samym PKD co kosmetyczki i kosmetolodzy, więc bardzo się obawiamy konsekwencji, bo w takim wypadku nie będziemy mogli robić NIC


Jeśli zostaną zabronione nam zabiegi wymienione w propozycjach ustawy, będę zmuszona zamknąć gabinet.


W żadnym z krajów, w którym podobne ustalenia lekarzy zostały zatwierdzone, NIE ma zawodu kosmetologa/studiów kosmetologicznych. Skoro w Polsce taki zawód istnieje, powinien mieć prawo do wykonywania zabiegów iniekcyjnych. Może niech do tego celu wymagane będzie ukończenie np specjalnych studiów podyplomowych?


Jeśli wejdą zapowiadane przepisy, zostaje z 2 leasingami i kredytem. W ubiegłym roku zebrałam się na odwagę i zamiast pracować całe życie od rana do wieczora łącznie z weekendem za marne pieniądze dla kogoś, oszczędności (i szanse na zakup mieszkania) przeznaczyłam na własny gabinet. Jestem mgr kosmetologii, ukończyłam Uniwersytet Medyczny z myślą o pracy z wykorzystaniem zaawansowanej technologii, tj. lasery, zabiegi na ciało typu endermologia, mikronakłucia, peelingi chemiczne, co też praktykuję. Nie wykonuje podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych, gdyż absolutnie się w tym nie czuję. Jeżeli zabronią mi wykonywania ww. zabiegów, mogę się pakować i uciekać z kraju.


Niech wprowadzą odgórny zakaz sprzedaży sprzętów i kosmetyków profesjonalnych osobom bez wykształcenia kosmetycznego/kosmetologicznego i nieprowadzących działalności gosp. w zakresie kosmetyki/kosmetologii. Problem wówczas sam by się rozwiązał. I zwiększą ilość kontroli w gabinetach lekarskich. Salony kosmetyczne, fryzjerskie mają kontrole sanepidu raz w roku.


W kwestii kosztów warto wspomnieć o sprzętach do sterylizacji narzędzi, które też nie mało kosztują oraz o lodówkach, w których przechowuje się odpady (też dodatkowe koszty).


Należy zrobić regulacje prawne w zawodzie kosmetologa, czyli oddzielić kosmetologów i mgr kosmetologii od kursantek o profilu kosmetycznym i techników usług kosmetycznych.


Konsekwencje będą opłakane, a szara strefa będzie się rozrastać w zastraszającym tempie. Strach się bać.


Jeżeli chcą uczciwych rozwiązań, to może wprowadzić egzamin nadający uprawnienia do zabiegów iniekcyjnych. do którego mogą przystąpić zarówno kosmetolodzy, pielęgniarki, jak i lekarze. Teoria i praktyka dla wszystkich jednakowa. Okaże się, jaką kto ma wiedzę.


Osobiście boję się o przyszłość, bo mimo zainwestowania kilkudziesięciu tysięcy złotych w sprzęty, kolejnych kilkudziesięciu w szkolenia i wielu lat praktyki, nie wiem, czy w przyszłym roku będzie mnie stać na prowadzenie firmy. Podwyżki płac, zmiany w L4, nowa ustawa sanepidowska, zmiany dot. odbioru odpadów, podwyżki prądu, podwyżki cen – to wszystko sprawia, że koszty prowadzenia mojego gabinetu wzrosną o ok. 5000 zł/m-c. Przy obrotach rzędu 18000-20000 tys. To zbyt wiele. Cen nie da się podnosić w nieskończoność. Stoję przed wyborem zwolnienia pracowników i zamknięcia gabinetu albo podniesienia cen do absurdalnego poziomu.


Studia kosmetologiczne (5 lat) były bardzo ciężkie i bardzo drogie. Jeżeli ta ustawa wejdzie w życie, nie wiem co zrobię, ponieważ w moim gabinecie Kosmetolodzy dbają o skórę klientek, korzystając szczególnie ze wszystkich urządzeń, które mają być rzekomo zakazane dla Nas. To może w takim razie ktoś pomyśli o zwrocie kosztów za kształcenie się w tym kierunku, skoro nie będziemy mogły nic wykonywać? Studia, szkolenia prowadzone dla kosmetologów przez lekarzy! Najpierw lekarze zbijają kasę szkoląc Nas, a później zabronią Nam tego robić! Absurd!


Czy Polska ma się okazać najgorszym krajem dla przedsiębiorców?! Nic tylko wyjechać z kraju, gdzie nie ma tak głupich pomysłów jak w Polsce! Tyle lat nauki, inwestycji w szkołę, kursy, kupione sprzęty, poświęcenie życia, rodziny często bycia z dziećmi po to, aby coś osiągnąć. W końcu, jak się udało prowadzić dobrze prosperującą firmę, nagle chcą nam odebrać prawo do pracy?! Nie umiem wyrazić swojej złości, brak słów…


Szkolenia z zakresu kosmetologii estetycznej kosztowały mnie ponad 35 000 zł (nie wliczam kosztu studiów, udziału w innych szkoleniach czy konferencjach). Nie inwestowałam w sprzęt tylko w swoje umiejętności, więc tym bardziej ustawa taka byłaby dla mnie krzywdząca, ponieważ nie mogę odsprzedać zdobytej wiedzy i umiejętności nawet po zaniżonej cenie.


Przerywanie naskórka w celach upiększania jest znane od początku istnienia ludzkości. Przekłuwano w niesterylnych warunkach uszy, nozdrza, tatuowano, złuszczanie skórę mocnymi ziołami oraz nakłuwano cierniami i nikt nie umarł.


Dziesiątki szkoleń, które przeszłam, wykonywali lekarze. Płaciłam za nie grube tysiące. Jak możemy bać się przyszłości i popadać w depresję z miesiąca na miesiąc, spełniając swoje Marzenie o gabinecie? Czyli praca, która włożyłyśmy przez te kilka lat, nic nie znaczy? Wydane pieniądze, kredyty, pierwsze miesiące na rozwój gabinetu, w których się nie zarabiało i to wszystko po co? Żeby teraz zamknąć albo wykonywać tylko hennę?

Może jestem zazdrosna, ale co z dziewczynami, które nie skończyły żadnej szkoły, a są niby linergistkami po 1 kursie? Co z tatużystami w piwnicy? Oni wszyscy na pewno będą działać dalej, a ja biedna kosmetolog muszę zamknąć firmę, mimo że wydałam tysiące na szkołę. Żenujące, odechciewa się żyć w Polsce serio 🙁


Wzrośnie bezrobocie, zamknie się mnóstwo salonów, spadną wpływy do budżetu.


Podstawa programowa zawodu technik usług kosmetycznych oraz kosmetologa jasno określa, jaki jest zakres kompetencji w tych zawodach. W zakres ten wchodzą zabiegi, chociażby depilacji czy manicure, które same z siebie niosą ryzyko przerwania ciągłości skóry. W jasny i klarowny sposób określone też zostały wymogi wiedzy z zakresu np. fizykoterapii tj. doborze metod fizykalnych do problemu klienta, w tym również ustalanie natężenia np. prądu w trakcie jonoforezy czy ultradźwiękowych zabiegów. Zawód kosmetologa również ma określone ramy kompetencji zawodowych określonych w zakresie szeroko rozumianej kosmetologii. Nie ma także w prawie polskim pojęcia „medycyna estetyczna” jako specjalizacji, czy też zawodu, który dawałby jakiekolwiek uprawnienia lub większe kompetencje rzekomym lekarzom medycyny estetycznej niż kosmetologom.


Wejście w życie takich ograniczeń może skutkować nie tylko koniecznością redukcji etatów, ale też brakiem możliwości (konieczności) tworzenia nowych stanowisk pracy w salonach, które chcą się rozwijać (a takim jest mój salon).


Jestem nie tylko kosmetologiem, ale już 10 rok wykładowcą na kierunku kosmetologia (studia licencjackie i magisterskie) i medycyna estetyczna dla lekarzy. Postulaty lekarzy są absurdalne, biorąc pod uwagę stan ich wiedzy. Nie mają bladego pojęcia na temat zabiegów aparaturowych i nie chcą się uczyć na ten temat, ponieważ nie będą ich wykonywać. Co więcej, większość z nich ma problem z podstawowymi zasadami higieny typu dezynfekcja miejsca zabiegowego, czy założenie rękawic do zabiegu. Moim zdaniem postulaty te mają na celu to, żeby mogli zatrudniać kosmetologów i kosmetyczki w swoich gabinetach i czerpać zyski, z zabiegów, które teraz wykonujemy samodzielnie.


Proponowane zmiany będą ogromnym ciosem dla mnie i mojego gabinetu, być może będzie się to wiązać z zamknięciem własnej działalności. Lata nauki, pieniądze zainwestowane w rozwój, szkolenia i sprzęt zostaną zaprzepaszczone. Jeśli do tego dojdzie, będzie się to dla mnie wiązało zapewne z wyjazdem za granicę, bo nasz kraj sprzyja tylko elicie albo leniom.


Pracuję w zawodzie już 35 lat, mam za sobą studium, studia magisterskie i ogromną ilość szkoleń i sympozjów naukowych. Jeśli chodzi o wymienione zabiegi w ankiecie, mogłabym wiele nauczyć nie jednego lekarza mieniącego się Lekarzem Medycyny Estetycznej. Jestem świadkiem na przestrzeni lat pracy, że lekarze zawłaszczyli sobie usługi dotyczące pielęgnacji anti aging. Nie zgadzam się, aby ta grupa zawodowa decydowała o moich kompetencjach.


Od 9 lat wykonuję zabiegi estetyczne bez jakichkolwiek powikłań, skutków niepożądanych. Stanowią one 100% mojego dochodu. Dla gabinetu to być albo nie być. Dla mnie konieczność zmiany wykształcenia, które trwało 5 lat, plus ciągle kosztowne szkolenia. Jestem w ogromnym stresie w związku z tą sytuacją.


Lekarza powinnością jest leczenie, to jego zawód. Pielęgnacja skóry to zadanie kosmetologa. Niedorzeczne jest mieszanie obu tych zawodów. Jeśli chodzi o iniekcje, kosmetolodzy powinni mieć obowiązkowe szkolenia z tego zakresu. My nie leczymy iniekcjami, jest to ogromna różnica. Natomiast uważam za zasadne uregulowanie kwestii np. toksyny botulinowej, która stricte ma pomóc w leczeniu.


Te zmiany sprawią, że salony kosmetyczne nie będą istnieć.


Uważam, że prawnie należy uregulować sytuację, w której osoby bez żadnego wykształcenia kosmetologicznego po kursach za kilka tysięcy wykonują zabiegi np. powiększania ust. Firmy szkoleniowe też powinny weryfikować takie osoby.

Wiele osób po latach pracy stopniowo wdraża się w zabiegi bardziej inwazyjne, zdając sobie sprawę z wielu czynników, jakie niesie za sobą taki zabieg. A jesteśmy później wszyscy wrzucani do jednego worka. Czyli osoba, która ma tytuł mgr lub licencjat i osoba, która w domowym zaciszu robi zabiegi iniekcyjne i ma dostęp do preparatów, a wcześniej nie miała z tym zawodem nic wspólnego.

Apropo lekarzy, uważam, że powinni z nami współpracować. Ciężko mi sobie wyobrazić lekarza, który będzie cały dzień robił zabiegi depilacji laserowej czy endermologii. Dlaczego chcą nam zakazać też tego? Skoro są przyzwyczajeni do szybkich i dobrze płatnych zabiegów jak wypełniacze. Ale z tym już się pogodziłam, bo tak jest od lat… Zdziwiło mnie najbardziej to, że chcą nas pozbawić zabiegów, które stanowią główne źródło utrzymania, a sami na pewno nie będą się męczyć, robiąc np. endermologię. Chyba że będzie ona kosztowała 500 zł za zabieg 🙂


W tym momencie zainwestowałam pieniądze w szkolenia w celu wykonywania makijażu permanentnego. Jeśli zostanie nam odebrana możliwość wykonywania zabiegów tego typu, to kto zwróci mi bezmała 10.000 zł, które wydałam na szkolenie się w tym zakresie.


Lekarz powinien leczyć. Kosmetolog nie wchodzi w kompetencje lekarza, NIE LECZY, nie wypisuje recept. Z kolei lekarze, chcą wejść w nasze kompetencje – zgodnie z ich postulatami, będą wykonywać manicure, pedicure, oczyszczanie manualne… Już widzę, jak wszyscy lekarze siedzą i robią paznokcie…


Uważam, że jako magister kosmetologi po licznych kursach (które mogłam legalnie odbyć i wszędzie wymagano wykształcenia kosmetologicznego), ograniczenie moich kompetencji jest bezpodstawne.

Uważam, że najrozsądniejszym krokiem byłoby wprowadzenie np. egzaminu państwowego, który weryfikowałby wiedzę osób wykonujących zabiegi „inwazyjne”, bądź dodatkowej, przymusowej edukacji, jak było w przypadku pielęgniarek kilka lat temu.


Jestem pielęgniarką, uważam, że powinnyśmy zrzeszyć się w kosmetologami. Tak jak lekarze powinniśmy wynająć kancelarię prawną i wykupić artykuły w poczytnych gazetach, portalach.


Jestem bardzo ciekawa, czy lekarz wykona WSZYSTKIE zabiegi z przerwaniem ciągłości naskórka i kto ewentualnie pokryje koszty związane z zamknięciem salonu i przekwalifikowaniem się. Jeżeli takie prawo wejdzie, to gabinety nie będą miały racji bytu.


Zatrudniam 2 magistrów kosmetologii – obie pracownice miały na studiach wszystkie wymienione zabiegi (poza lipolizą iniekcyjną). Regularnie się doszkalają i są zakochane w swoim zawodzie. Pracują z poszanowaniem dla klienta i pilnują przeciwwskazań. Poza tym jedna z tych pań dodatkowo jest po rocznej szkole podologii – co z tym zakresem? Dodatkowo współpracuję z 2 lekarzami – dla bezpieczeństwa klientek.


Chyba jeszcze większy problem niż z kosmetologiem, jest z podologią. Zawód jest nieunormowany. Ministerstwo zdrowia ciągle nie podjęło decyzji, czy zakwalifikuje go do zawodów medycznych. W podologii przerwanie ciągłości naskórka to norma. Wycinamy odciski, modzele, nagniotki, usuwamy brodawki, wycinamy wrośnięte w tkanki fragmenty paznokci. Pracuje się w dużej mierze dłutem i skalpelem. Nie wyobrażam sobie, co będzie, jak te regulacje wejdą w życie.


Uważam, że zaostrzenia dotyczące wykonywania zawodu znacznie ograniczą możliwości wykorzystywania zdobytej na studiach wiedzy, a także spowodują spadek zainteresowania kosmetologią wśród potencjalnych studentów, przez co zostaną ograniczone nabory, a co za tym idzie również miejsca pracy dla wykładowców kosmetologii i dziedzin pokrewnych. Przerywanie ciągłości skóry towarzyszy nawet bardzo prostym zabiegom i ustawa praktycznie przekreśli rozwój kosmetologii w Polsce.


Co z salonami, które otrzymały dofinansowanie z UE na rozpoczęcie działalności gospodarczej i zakupiły sprzęt medyczny, który niestety nie będzie mógł być używany przez kosmetologa? Co z wykonaniem biznes planu?


Jestem podologiem, jeśli te przepisy wejdą w życie, nie będę mogła wykonywać swojego zwodu.


Wprowadzone zmiany przyczynią się do utraty pracy oraz upadłości wielu salonów specjalizujących się w wąskim zakresie usług . Przy działalności jednoosobowej funkcjonowanie stanie się nieopłacalne i wymusi zmianę wykonywanej pracy.


Nie wyobrażam sobie pracy z urodą i ze skórą oraz jej problemami/niedoskonałościami bez ryzyka przerwania jej ciągłości. Nawet regulacja brwi się z tym wiąże.


Obecne prawo już znacznie zniechęca pracodawców do zatrudniania i rozwoju firmy. Jeżeli okaże się, że nie będziemy mogły wykonywać większości zabiegów, dopiero będziemy miały problem z uzbieraniem na wszystkie koszty związane z zatrudnieniem.


Setki godzin spędzone na nauce, szkoleniach i dążeniu do perfekcji. Tysiące złotych wydane na odpowiednie przygotowanie do zawodu, na sprzęty i wysoką jakoś przeprowadzonych zabiegów. Wszystko może być odebrane przez jedną błędną decyzję po paru postulatach osób, które zamiast leczyć, chcą bawić się w pielęgnację.


Wykonywanie zabiegów z wykorzystaniem prądu, np. elektrostymulacji, ultradźwięków czy też IPL, były w mojej podstawie programowej na PWSZ w Nysie. Teraz garstka osób walczących o monopol na rynku – „w obawie” o bezpieczeństwo – chce zabronić wykonywania mi tego, czego uczyłam się na studiach w przeciwieństwie do nich. To skandal! Apeluje do Ministerstwa, aby pomyśleli, zanim podejmą decyzję, jak wpłynie to na cały rynek, gospodarkę, a przede wszystkim służbę zdrowia – jak lekarze zamiast leczyć, zajmą się zabiegami kosmetycznymi.


Jestem kosmetologiem, ale jestem też socjologiem. Posiadam trzy fakultety. Od przeszło 15 lat pracuję jako zabiegowiec i jestem oburzona napływającymi do mnie informacjami o zamiarach degradacji nas Kosmetologów.

Od ponad 8 lat pracuję z igłą, od przeszło 10 stosuje peelingi chemiczne, kawitację, mikrodermabrazję etc. Uważam, że studenci i absolwenci kierunków Kosmetologicznych zostali oszukani przez system. Zostaliśmy naciągnięci mentalnie i finansowo pod każdym względem. Nie będę uzasadniać, powiem krótko: żeby piłować paznokcie i robić hennę, nie musiałam iść na studia. Taką wiedzę i umiejętności posiada 99 % kobiet! Powinnyśmy żądać zwrotu kosztów nauki i szkoleń prowadzonych przez lekarzy!


Jak to możliwe, by chcieć zlikwidować zawód kosmetologa, sprowadzając go z poziomu studiów na poziom braku kwalifikacji. To absurd, by lekarze specjaliści odchodzili od pacjentów, a zaczęli zajmować się kosmetologią estetyczna. Kosmetolog kształci się całe życie i doskonali warsztat swojej pracy.


Przepis o zakazie przerywania ciągłości skóry i zakaz używania sprzętu powyżej 1000m/W sprawi, że mój 8-letni dorobek mogę zamknąć. Mało tego, na sprzęt IPL/SHR dostałam dotację z UE! Uznano wtedy, że moje kwalifikacje są wystarczające, by pracować na sprzęcie, a teraz Państwo chce mi tą możliwość odebrać? To absurd!


Chce nie bać się, co będzie jutro.

Informacje dla właścicieli salonów kosmetycznych

Powyższy artykuł powstał z myślą o nagłośnieniu naszej sprawy. Jeśli zależy Ci na przyszłości branży kosmetycznej, wyślij go proszę do swoich znajomych z branży, szkoleniowców, dystrybutorów, wykładowców, a przede wszystkim do mediów i lokalnych polityków! Polub na Facebooku, udostępnij. W serwisie MedOnet i w na stronie dziennika Rzeczpospolita pojawiły się już pierwsze wzmianki w naszej sprawie.

Może nie mamy worków pieniędzy, ale mamy dwie ręce i dostęp do internetu. Tylko od Twojego zaangażowania zależy, czy przebijemy się z tym komunikatem do opinii publicznej!

Materiały z tego artykułu wykorzystam do listów, które wyślę do różnych instytucji. O sprawie będę informować na bieżąco na grupie Gabinet kosmetyczny od zaplecza na Facebooku. Jeśli uważasz, że należy coś dodać do powyższej argumentacji, napisz koniecznie w komentarzu! W komentarzu możesz również wyrazić swoje poparcie dla sprawy!

Wesprzyj dalsze działania!

Chcesz, żebym dalej monitorowała sprawę, publikowała kolejne materiały i mobilizowała środowisko?

Rozważ proszę wizytę w moim sklepie – blog utrzymuje się obecnie w 95% z Waszych zakupów. Dla Ciebie mnóstwo eksperckiej wiedzy na temat tego, jak przenieść salon na wyższy poziom, a dla mnie możliwość przeznaczania większej ilości czasu na ważne dla branży sprawy. Takie artykuły powstają właśnie dzięki Wam! Wskakuj do sklepu: klik!

Dziękuję!

podrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznym
Tagi : slider
Anna Wydra-Nazimek - Gabinet od zaplecza
mgr kosmetolog, specjalistka do spraw marketingu i zarządzania w branży beauty. Właścicielka firmy NEZA Group zajmującej się doradztwem i wsparciem marketingowym dla firm działających w branży kosmetycznej oraz bloga Gabinet od zaplecza. Autorka kilku tysięcy artykułów publikowanych w najlepszych mediach branżowych, a także kilkudziesięciu e-booków na temat marketingu i zarządzania salonem beauty. Prywatnie żona i mama.

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
JoannaElaEla Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Ela
Gość
Ela

Ministerstwo zdrowia nie podjęło decyzji włączenia nas do zawodów medycznych…. MZ nawet nie zamierza się nad tym zastanawiac

Ela
Gość
Ela

Kosmetologowie maja pretensje ze pomimo kursów prowadzonych przez lekarzy nie maja takich kompetencji… chciałam tylko zauważyć ze kosmetolodzy prowadzą szkolenia dla kosmetyczek i uczą w policealnych szkołach i tu adekwatna sytuacja która jednak nie przeszkadza ubliżać kosmetyczka… rozumiem ze program nauczania godziny studia to jest argument ale nie to ze ktoś komuś prowadzi szkolenia

Joanna
Gość
Joanna

Ja jestem po Szkole Wizażu, makijaż był moim głównym zajęciem. Z czasem rozwinęłam się pod kątem stylizacji brwi (a więc również regulacji), która obecnie stanowi jakieś 60-80% (zależy od miesiąca) mojego zarobku. Dzięki temu zabiegowi, jestem w stanie cały rok prowadzić działalność. Bez stylizacji brwi. moja firma nie istnieje.

PS „Przerywanie naskórka w celach upiększania jest znane od początku istnienia ludzkości. Przekłuwano w niesterylnych warunkach uszy, nozdrza, tatuowano, złuszczanie skórę mocnymi ziołami oraz nakłuwano cierniami i nikt nie umarł.” Serio?? Czy aby na pewno nikt nie umarł? Nie nie wiem 😀