Fakty, mity, pytania i odpowiedzi w sprawie zakazu TPO. Temat nadal wzbudza kontrowersje i generuje całą masę pytań, na które trudno znaleźć odpowiedzi. Właśnie dlatego przygotowałam dla Ciebie kompleksowe Q&A z pytaniami, które najczęściej pojawiają się w internetowych dyskusjach.
Na temat zakazu TPO, który wchodzi w życie 1 września, napisałam już kilka artykułów – wszystkie znajdziesz tutaj w specjalnej bazie wiedzy. Dziś chciałabym pominąć takie najbardziej podstawowe informacje i skupić się na licznych wątpliwościach, które wciąż pojawiają się w internetowych dyskusjach. Jeśli interesują Cię podstawy, wróć do starszych artykułów. Zrobimy to sobie w formule pytanie-odpowiedź lub mit-wyjaśnienie. Spróbuję się tym razem nie rozgadywać 😉 (po skończeniu artykułu mogę dopisać spojler: jak zwykle nie wyszło…😅)
W artykule znajdziesz odpowiedzi m.in. na następujące pytania:
- Kogo tak naprawdę dotyczy zakaz, tylko producentów czy również salonów?
- Dlaczego niektórzy piszą, że po 1 września można zużyć zrobione wcześniej zapasy?
- Skąd tyle kontrowersji wokół tego tematu? Może coś jest na rzeczy?
- Dlaczego nawet niektóre sanepidy informowały o możliwości zużycia zapasów?
- Czy coś jeszcze może się zmienić?
- Czy ktoś faktycznie będzie to sprawdzał?
- Jak to możliwe, że od 1.09 TPO jest niebezpieczne, a do 31.08 było bezpieczne?
- Co mam zrobić z tymi wszystkimi lakierami z TPO? Wyrzucić tyle pieniędzy?
- A może nadal wykonywać zabiegi produktami „spod lady”?
- Jaka mam gwarancję, że kupione produkty będą faktycznie bez TPO, a nie tylko ze zmienioną etykieta składu?
- Kto odpowiada za skład produktów? Salon czy stylistka?
Ok, zaczynamy!
Zakaz kosmetyczny dotyczy tylko producentów, a salony mogą spokojnie zużyć zapasy
Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) jasno stwierdził, że nie można tak robić:
Główny Inspektor Sanitarny wskazuje, że nie należy gromadzić zapasów tych produktów z przeznaczeniem ich zastosowania po 1 września 2025. Oferowanie po tym terminie usług z wykorzystaniem produktów kosmetycznych zawierających TPO jest niezgodne z przepisami i nieetyczne wobec klientów, ponieważ może być niebezpieczne dla ich zdrowia.
Sprawę szczegółowo opisuję w tym artykule.
Gdyby kogoś nie przekonywał GIS, to mamy jeszcze Q&A opublikowane na tej stronie Komisji Europejskiej (KE), w którym znajdziemy analogiczną informację. Poniżej wklejam fragment:
How does the prohibition apply to professional users?
- Professional users, such as nail technicians, use cosmetic products in the course of providing a paid service, as part of a commercial activity.
- Therefore, a professional user (e.g. nail technician, salon) cannot use such a product on clients from 1 September 2025 onwards, because this constitutes “making available on the market” in the course of a commercial activity.
- This applies regardless of whether the product was purchased before the cut-off date.
Dorzucam jeszcze tłumaczenie z translatora Google. Dość koślawe, ale nie czuję się na siłach wchodzić w rolę tłumacza, więc musi nam to wystarczyć:
3. Jak zakaz dotyczy użytkowników profesjonalnych?
- Użytkownicy profesjonalni, tacy jak technicy paznokci, używają produktów kosmetycznych w ramach świadczenia odpłatnej usługi w ramach działalności gospodarczej.
- W związku z tym użytkownik profesjonalny (np. technicy paznokci, salon) nie może używać takiego produktu u klientów od 1 września 2025 r., ponieważ stanowi to „udostępnienie na rynku” w ramach działalności gospodarczej.
- Ma to zastosowanie niezależnie od tego, czy produkt został zakupiony przed datą graniczną.
Ale niektórzy piszą, że można zużyć zapasy. Dlaczego?
Powodów może być kilka:
- bo ktoś tak napisał i inni to powtarzają,
- bo faktycznie są pewne prawne kontrowersje, ale do tego jeszcze wrócimy,
- bo firmy kosmetyczne protestowały, że są te kontrowersje, co dawało nadzieję, że może coś się zmieni i dużo osób zostało na tym etapie, powtarzając informacje o tych kontrowersjach jako pewnik,
- bo łatwiej uwierzyć w coś, co nie naraża nas na straty finansowe, a jak już uwierzymy, to powtarzamy jako pewnik itd.,
- bo niektóre sanepidy na początku udzielały sprzecznych informacji – do tego też wrócimy.
To tak z grubsza.
Słyszałam, że te unijne przepisy wcale nie dotyczą salonów, tylko producentów.
Tak, to są właśnie te wspomniane kontrowersje. Jeśli zaglądasz tu regularnie, zapewne wiesz, że lubię rozkładać tematy na czynniki pierwsze, ale z powodu, o którym za chwilę powiem (i w trosce o to, żeby ten artykuł nie miał 15 stron), dziś tego nie zrobię. Napiszę bardzo krótko.
Firmy kosmetyczne protestowały, że wg. ich interpretacji definicje pojęć użytych w unijnym rozporządzeniu działają tak, że zakaz TPO nie dotyczy to salonów kosmetycznych, a jedynie producentów. Że proces wprowadzania zakazu budził wątpliwości, merytoryczne czy formalne. Być może będą się o to w przyszłości spierać w sądach jacyś prawnicy.
ALE…
Teraz powiem coś, co zapewne wielu osobom się nie spodoba. Wspomniane kontrowersje aktualnie nie mają dla salonów większego znaczenia. Dlaczego?
Po pierwsze dlatego, że Główny Inspektorat Sanitarny wyraził się w tej sprawie jasno, a to właśnie ta instytucja jest „szefem wszystkich szefów” jednostek kontrolujących salony, Jasno wyraziła się też wprowadzająca te regulacje Komisja Europejska.
Po drugie dlatego, że chwili firmy nie mają już wielkiego interesu w tym, żeby szybko zmienić oficjalną interpretację. Gdyby coś się zmieniło, powiedzmy w czerwcu, byłyby ponad 2 miesiące, żeby pozbyć się wszystkich zapasów w magazynach (o ile takie jeszcze były).
Gdyby coś się zmieniło po 1 września, to dla firm nie będzie miało istotnego znaczenia. Dlaczego? Nawet jeśli zostałyby im zapasy, i tak nie mogliby ich sprzedać, bo co do zakazu dla producentów nie ma aż takich wątpliwości (chyba że TPO byłoby znowu dozwolone, ale to nie wydarzy się szybko). Jedynie salony mogłyby zużyć resztki produktów. Przecież producenci już wymienili albo są na końcu wymiany starych produktów. Tych z TPO już po prostu nie będzie.
To może jakaś oddolna inicjatywa, pozew zbiorowy, może inne kraje coś wywalczą i coś jeszcze się zmieni? Możliwe. Nie wykluczam takiego scenariusza, ale nawet jeśli, to co w związku z tym? Jeśli coś się zmieni np. 1 stycznia 2026 roku albo 2028 roku, to jaki to będzie miało wpływ na salony, które są już dawno zatowarowane produktami bez TPO, a produkty z TPO od wielu miesięcy kurzą się na śmietniku historii?
Może i większość się dostosowała, ale ja uważam inaczej. Chcę walczyć o swoje, bo będę mieć duże straty związane z wyrzuceniem tych wszystkich produktów!
Nikt Ci tego nie zabroni, ale warto sobie przekalkulować ewentualne konsekwencje. Załóżmy, że obstajesz przy takiej (raczej niszowej) interpretacji przepisów, która nie dotyczy salonów, zostawiasz sobie wszystkie produkty z TPO i na nich pracujesz. Przychodzi sanepid, kontrola, nie zgadzasz się, sprawa w końcu trafia do sądu. Długi proces, później odwołanie… Po kilku latach wygrasz albo przegrasz, Na dwoje babka wróżyła. Na adwokata wydasz 5 razy więcej, niż byś straciła na wymianie lakierów.
I nie zrozum mnie źle, ja generalnie uważam, że warto walczyć o swoje, z tym zastrzeżeniem, że ta walka powinna, chociaż tak na pierwszy rzut oka, mieć sens Ja tutaj tego sensu nie widzę, no chyba że zakładamy, że:
- kontrola na pewno do mnie nie przyjdzie,
- nie wierzę w to wszystko,
- będę trzymać te lakiery pod ladą i robić stałym klientkom,
- przecież nikt tego nie będzie sprawdzał…
Znów: robisz, co chcesz, ale trzeba być świadomym ewentualnych konsekwencji.
No dobrze, ale to nie są tylko komentarze przypadkowych osób, ale też ludzi mocno związanych z branżą
Pytanie, co zrobisz, jeśli akurat trafi Ci się taka kontrola. Powiesz: bo ktoś w internecie tak mówił? Konsekwencje swoich decyzji ponosisz sama, a dla urzędników to nie będzie żaden argument. Owszem możesz wynająć prawnika i liczyć na ewentualny sukces (lub nie) za te kilka lat, ale to już omawialiśmy.
Z jednej strony masz internetowe opinie, a z drugiej strony instytucję sprawującą nadzór nada salonami i Komisję Europejską, która odpowiada za wprowadzenie tych przepisów. Co ma większą wagę?
I żeby było jasne: ja też uważam, że to dla wielu salonów może być spory problem, no ale zupełnie nie mam na to wpływu. Po prostu pokazuję Ci, jak to wygląda.
Ok, ale ludzie pisali, że nawet ich lokalne sanepidy informowały o możliwości zużycia wcześniej zakupionych produktów
Znowu mamy kilka wariantów:
- nie wiemy dokładnie, co te sanepidy tym ludziom mówiły – skoro mimo wydania jasnego stanowiska przez GIS, nadal trzeba sprawę wyjaśniać, to możliwe, że ktoś po prostu coś źle zrozumiał,
- możliwe, że lokalny sanepid nie był dobrze poinformowany,
- możliwe, że były w tej sprawie wątpliwości, rozbieżności wśród lokalnych sanepidów,
- możliwe, że te pytania ich zaskakiwały i potrzeba było czasu, żeby każdy dowiedział się, co należy odpowiadać – w idealnym świecie wszyscy powinni być od dawna przygotowani, ale nie żyjemy w idealnym świecie,
- przy wprowadzaniu nowych przepisów niestety zawsze jest bałagan i zamieszanie – choć jest to denerwujące, to niestety bardziej reguła niż przykry wyjątek.
Dla lepszego zobrazowania sytuacji – kluczowe informacje z datami:
- 25 kwietnia 2025 – pierwsza informacja na stronie GIS z cytatem: „nie kupuj na zapas produktów z TPO – po 1 września 2025 r. nie będą mogły być sprzedawane ani udostępniane”,
- przełom lipca i sierpnia – początek medialnej burzy,
- 7 sierpnia 2025 – publikacja Q&A na stronie Komisji Europejskiej z jasną informacją, że zakaz dotyczy również gabinetów,
- 18 sierpnia 2025 – publikacja na stronie GIS z cytatem: „oferowanie po tym terminie usług z wykorzystaniem produktów kosmetycznych zawierających TPO jest niezgodne z przepisami i nieetyczne wobec klientów”.
Nie mam pewności, czy GIS zdecydował się na konkretniejszy komunikat dlatego, że KE to doprecyzowała, czy może sami przeprowadzili jakieś dodatkowe analizy np. w odpowiedzi na liczne pytania w tej sprawie. Nie wiem, czy GIS sam miał wątpliwości, czy może od początku to było oczywiste, ale ktoś nie pomyślał o tym, żeby to od razu napisać w przystępniejszy dla ludzi sposób. Ciężko byłoby to ustalić.
Co jest w tej chwili najistotniejsze? To, że wypowiedział się szef wszystkich szefów, tzn. sanepidów. GIS to taka mama, która przychodzi w trakcie kłótni i mówi, kto ma rację. Z mamą się po prostu nie dyskutuje, bo można dostać nieprzyjemną karę. Porównanie może niezbyt poważne, ale dobrze obrazuje temat.
Czy oni to będą faktycznie kontrolować? Przecież nie przyjdą do każdego salonu
Nie przyjdą do każdego salonu? Prawda, ale tak jest z każdymi przepisami, kontrolami. Jedni mają szczęście, inni pecha. To nie jest jakaś wyjątkowa sytuacja.
Czy będą masowe kontrole? Tego nie wiemy, choć jest szansa, że w najbliższej przyszłości tego unikniemy (o tym za chwilę).
Czasami jest tak, że po wprowadzeniu nowych przepisów faktycznie są intensywne kontrole, trochę w celach edukacyjnych, trochę w celach PR-owych, trochę po to, żeby podreperować budżet państwa na osobach, które niespecjalnie śledzą nowości.
Może być też tak, że sprawa nie będzie na tyle priorytetowa, że urzędnicy stwierdzą, że nie warto na nią przeznaczać dodatkowych zasobów i będzie to jedynie kolejny element kontroli rutynowych.
Pozytywnym sygnałem może być wypowiedź Marka Waszczewskiego z Głównego Inspektoratu Sanitarnego, która padła w wywiadzie przeprowadzonym na FB programu Katarzyny Bosackiej „Wiem, co jem”:
My jako inspekcja sanitarna oczywiście prowadzimy kontrole branży beauty. Na pewno nie będzie tak, że nagle 1 września o godz. 7:00 do tysięcy salonów w Polsce zapukają nasi kontrolerzy. Z banalnej przyczyny: bo nie ma ich tylu, naszych kontrolerów, a z drugiej przyczyny też takiej, że my kontrole prowadzimy zazwyczaj według pewnego planu. Nie jest w tym roku przewidziana żadna masowa akcja kontrolowania TPO. Oczywiście, jeżeli będą kontrole, zapewne będzie na to zwracana uwaga. Natomiast każda kontrola jest inna. Tutaj nie ma w tym momencie jednego wzorca i ja nie jestem w stanie dzisiaj powiedzieć, co się wydarzy, jeżeli faktycznie tak się stanie. Zapewne jak podczas każdej kontroli, wszystko zależy od przebiegu tej kontroli, wszystko zależy od tego, jakiego rodzaju to będzie przekroczenie czy niedopełnienie. Natomiast kontrole oczywiście są prowadzone, ale nie ma w tym momencie żadnych kontroli celowanych na TPO, więc tutaj też dementuję taki argument. Nie będzie żadnego polowania na stylistki. To nie jest naszym celem.
Pamiętaj, że kosmetyki w salonie to obszar zainteresowania nie tylko sanepidu, ale też Inspekcji Handlowej (więcej o kontrolach Inspekcji handlowej przeczytasz tutaj). Kompetencje co prawda są nieco inne, ale nie zmienia to faktu, że i jedni, i drudzy mogą na to zerkać.
Od 1.09 TPO jest niebezpieczne, a do 31.08 było bezpieczne… Absurd!
Nie wiem, czy jest sens się jakoś mocno na ten temat rozpisywać, bo mam wrażenie, że takie komentarze to bardziej danie ujścia niezadowoleniu niż pytanie na serio, ale napiszę krótko.
Cały czas są prowadzone jakieś badania nad różnymi substancjami. Mamy nową wiedzę, nowe metody. Coś, co kiedyś było uważane za bezpieczne, dziś może zostać uznane za niebezpieczne. To się zdarza i to dość często. Nie dlatego, że wcześniej ktoś się nie przyłożył lub teraz ktoś ma złe intencje. Po prostu nauka się rozwija. Nie przekonałam Cię? Poczytaj o historii kosmetologii. Zobaczysz, że w dawnych czasach do pielęgnacji urody stosowano substancje, o których dziś wiemy, że są trujące.
I czy może się zdarzyć jakaś przesada, zbyt wyśrubowane wymagania? Tak. Czy to, co wiemy teraz, w przyszłości może okazać się błędne? Tak. Czy w różnych sprawach maczają palce różne grupy interesów? Może się tak zdarzyć, ale to nie oznacza, że należy się buntować przeciwko wszystkiemu tak po prostu z definicji. Jeśli są wątpliwości, należy je sprawdzać i wprowadzać ewentualne zmiany. To proces, który nigdy się nie skończy. Choć obarczony ryzykiem błędów to w ogólnym rozrachunku wychodzi nam na dobre, na co wskazuje choćby nasza aktualna średnia długość życia.
A co do dat, no to jakaś data musi być. Po prostu. Co więcej, to, że taka data istnieje, jest dla nas korzystne. Mamy szansę przygotować się do wprowadzenia zmian i zminimalizować straty. Bez daty nie da się wprowadzić nowego prawa.
Oczywiście nie zmienia to faktu, że takie sytuacje są dla nas frustrujące, ale ja tu jestem bardziej od przedstawiania informacji niż od ojojania.
Pozostając w tematach wymagających ojojania:
Co ja mam zrobić z tymi wszystkimi lakierami z TPO? Wyrzucić tyle pieniędzy?!
Mamy przed sobą kolejny dylemat w stylu: pytam, czy okazuję niezadowolenie. Jeśli to pytanie, to niestety nie ma wielu opcji do dyspozycji. Czytałam o pomysłach w stylu:
- dać naklejkę, że to do szkoleń,
- powiedzieć, że to do wzorników itd.
Ktoś tu chyba lubi dreszczyk emocji… 😉 A tak poważnie: nie jestem prawnikiem, więc nie będę się tutaj bawić w jakieś prawne interpretacje tego typu pomysłów, ale tak na „chłopski rozum”:
- szkolenie to też świadczenie usług, tylko szkoleniowych (no, chyba że to ma być jakiś własny trening umiejętności),
- po co do wzorników, skoro wzorniki się robi po to, żeby klientka mogła sobie coś wybrać, a tego wybrać nie może,
Zastanawiam się, czy to są pomysły na serio, czy jednak opcja na uzasadnienie trzymania tych lakierów w salonie i później wykonywanie nimi zabiegów „spod lady”?
Jeśli to ma być „zmyła”, to na czymś takim można się przejechać – o tym za chwilę. Jeśli pomysł serio, to czy warto ryzykować ewentualne problemy?
Jeśli masz pomysł, jak można konstruktywnie wykorzystać i przekonująco uzasadnić w razie kontroli posiadanie w salonie takich kosmetyków, daj mi znać. Ja w tej chwili za bardzo nie widzę sensu, ale nie zajmuję się robieniem paznokci, więc może po prostu o czymś nie pomyślałam.
W ramach rozluźnienia mogę Ci powiedzieć, co ja bym zrobiła. Namalowałabym tymi lakierami jakieś fajne obrazki i zrobiła w salonie wystawę z opcją zakupu, np. na jakiś cel charytatywny. Pomysł może odrobinę odjechany, ale zawsze warto szukać konstruktywnego wyjścia z kiepskich sytuacji.
Niedawno miałam kontrolę, prędko nie przyjdą, więc może szybko zużyję te lakiery, żeby nie stracić?
Widzę sporo słabych punktów takiego planu:
- urzędnicy mogą nas kontrolować „incognito” i ujawniać się dopiero po wykonaniu usługi (tzw. nabycie sprawdzające) – tutaj trzymanie lakierów w „tajnej szufladzie” wiele nie zmieni,
- klientki naczytały się w mediach o niebezpiecznym TPO i mogą to odebrać negatywnie – że chcesz oszczędzać kosztem ich zdrowia,
- gdyby klientce coś się stało, możesz mieć ogromne problemy prawne i wcale nie chodzi o szkodliwość TPO tylko o Twój brak staranności związany z pracą na „zakazanych produktach” – w takim sporze będziesz w gorszej pozycji, niezależnie już od tego, co się właściwie stało,
- jest coraz więcej osób próbujących wyłudzać zwroty pieniędzy, czy rekompensaty – pracując na produktach z TPO wystawiasz się na łatwy strzał.
Jaka mam gwarancję, że od 1.09 sprzedawane produkty będą faktycznie bez TPO, a nie tylko ze zmienioną etykieta składu?
Na to pytanie dość obszernie odpowiedziałam w komentarzu pod tym postem na Facebooku, więc nie będę się już tutaj osobno rozpisywać – po prostu zacytuję mój komentarz:
Rozumiem Twoje obawy, ale każdy producent odpowiada za to, co sprzedaje. Myślę, że robienie takich akcji byłoby dla nich za dużym ryzykiem, bo jakby coś takiego wyszło, to nie wiem, czy firma by się po tym podniosła. No ale teoretycznie wałki zawsze są możliwe, bo na świecie nie ma wyłącznie uczciwych i odpowiedzialnych ludzi. W sumie to byłby nawet ciekawy case, gdyby faktycznie sanepid odkrył, że jest TPO, a na opakowaniu go nie ma. Prawnikiem nie jestem, ale myślę, że w takiej sytuacji „oberwałby” raczej producent. Jeśli kupujesz produkty pochodzące z legalnych źródeł, od zaufanych producentów, oryginalne i możesz to udowodnić, to masz prawo uznać, że producent działa rzetelnie. Inaczej nie dałoby się funkcjonować normalnie. Po to są obowiązkowe badania, kontrole w fabrykach itd., żeby odbiorca takich produktów nie musiał samodzielnie weryfikować ich bezpieczeństwa, bo nie ma takich możliwości. Tak samo jest z jedzeniem i wszystkim innym.
…ale jeszcze „na drugą nóżkę”:
Dlaczego się tym przejmować, przecież jak kupuję coś w sklepie, to rolą producenta jest dbać o bezpieczeństwo
To już sobie generalnie omówiliśmy, że stanowisko GIS, KE i tak dalej. Dlaczego w takim razie przytaczam podobne pytanie? Bo chciałabym zwrócić Twoją uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy i teraz mamy na to najlepszy moment.
Jest to aspekt, który przewija się w wielu dyskusjach na różne tematy, najczęściej chyba w kontekście odpadów medycznych (przy okazji: o odpadach medycznych też jest sporo artykułów – znajdziesz je tu). Najprościej: dlaczego jak mam w domu zużytą podpaskę, to wyrzucam ją do normalnego kosza, a jak mam w salonie zakrwawiony wacik to od razu odpady medyczne? I w aktualnym temacie: niech przepisami dotyczącymi kosmetyków zajmują się producenci, to nie moja sprawa.
Jako przedsiębiorca masz niestety więcej obowiązków niż „zwykły człowiek”. Tak po prostu jest. Co więcej, z tych obowiązków mogą Cię rozliczać różne instytucje. I żeby było jeszcze „śmieszniej”, to jak przestrzegasz tych obowiązków, może mieć wpływ np. na ocenę Twojego postępowania w innych sprawach!
Prawnik, z którym napisaliśmy kilka e-booków, m.in. o prawnym zabezpieczeniu gabinetu podawał mi taki przykład z sali sądowej. Sprawa o błąd podczas zabiegu. Coś się stało, klientka twierdzi, że to wina kosmetologa, kosmetolog, że jak zwykle zrobił wszystko, jak należy, a problem wystąpił, bo powikłanie, albo bo klientka się nie stosowała do wytycznych, nieważne. Ważne jest to, że sąd nie bada wyłącznie tego, jak był wykonany zabieg. Może sprawdzić, np. czy masz w gabinecie spisane i wdrożone procedury sanitarne, czy prowadzisz dokumentację zabiegową… I jeśli robisz to wszystko, jak należy, to Twoje notowania i szansa na wygraną rosną. Dlaczego? Bo jako przedsiębiorca masz obowiązek robić wszystko zgodnie z przepisami, zaleceniami. Robisz? To znaczy, że jesteś profesjonalna, czyli ryzyko, że zrobiłaś coś źle, w oczach sądu spada. Jeśli sprawa jest ewidentna, to takie dodatkowe czynniki mogą wiele nie pomóc, ale jeśli jest np. słowo przeciwko słowu, to masz większą szansę na wygraną.
Jak to się ma do naszego aktualnego tematu? Ano tak, że jeśli wykorzystujesz do zabiegu kosmetyki, to powinnaś sprawdzić, czy są to kosmetyki dopuszczone do obrotu, legalne, nieprzeterminowane. To Twój obowiązek. Jak już powiedzieliśmy, nie masz obowiązku przeprowadzania samodzielnie badań laboratoryjnych, ale jeśli od miesiąca wszystkie media trąbią o zakazie TPO, a Ty będziesz na takich kosmetykach robić stylizacje po 1 września, to ciężko będzie Ci się wytłumaczyć, że to nie Twoja sprawa. Po prostu masz obowiązek takie rzeczy wiedzieć i ich pilnować. Jak wprowadzają nowy podatek, to nie wytłumaczysz się skarbówce, że sorry nie słyszałam o tym.
To już chyba wszystko, co przychodzi mi do głowy, co wyczytałam w internecie i o co sama zostałam zapytana. Jeśli masz inne pytanie, napisz do mnie, a postaram się uzupełnić listę.
Jeśli ten artykuł był dla Ciebie pomocny, rozważ postawienie mi wirtualnej kawy lub zerknij do mojego sklepu.























