Wchodzący w życie od 1 września zakaz TPO to temat, który wciąż generuje mnóstwo emocji. Wczoraj zostałam poproszona przez dziennikarkę Rzeczpospolitej o odniesienie się do całej sprawy. Szybko ukazał się artykuł, który chciałam Wam pokazać z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że porządkuje wiedzę w tym niezwykle kontrowersyjnym i budzącym wątpliwości temacie. Po drugie dlatego, że w artykule nie znalazł się w mojej opinii istotny fragment wypowiedzi i nie chciałabym, żeby ktoś to źle zinterpretował.
Zanim przejdziemy do artykułu opublikowanego na stronie internetowej Rzeczpospolitej przypomnę, że sama napisałam bardzo obszerny tekst o zakazie TPO, w którym znajdziesz mnóstwo wiedzy i praktycznych wskazówek. Jeśli jeszcze go nie czytałaś, koniecznie zajrzyj tutaj.
W artykule Rzeczpospolitej, który w całości możesz przeczytać tutaj znalazło się kilka moich wypowiedzi, które teraz zacytuję.
Tutaj jest wszystko ok. Kolejny fragment:
No i z tym fragmentem mam problem, bo jest tu wszystko, co napisałam, ale brakuje akapitu, który to wszystko domykał. W artykule owszem jest jasno napisane, że zakaz obowiązuje i „pozamiatane” – ok super. Jednak moja wypowiedź kończąca się w tym miejscu może komuś zasugerować, że może jeszcze będą jakieś zmiany. Mając na uwadze, że ktoś może to w ten sposób odebrać, wrzucam Wam ciąg dalszy tego, co przesłałam do dziennikarki:
Żebyśmy się dobrze zrozumiały: zmiany to mogą być zawsze i wszystkiego, ale po prostu nie chciałabym u kogokolwiek generować złudnej nadziei. Tym bardziej, że właśnie o tym mówiłam w przesłanych do redakcji odpowiedziach – że dużo zamieszania wynika właśnie z tego, że ktoś przeczyta, że są jakieś dyskusje w tej sprawie i na tej podstawie wyciąga wniosek: aha – skoro są na etapie rozmów, to nie wiadomo jak będzie 1 września. No właśnie wiadomo – będzie zakaz. Cudem coś się może zmienić, owszem, ale nie startujemy z pozycji „50/50 i zobaczymy”, tylko z pozycji „wiadomo na 100%”.
Uff, mam nadzieję, że w miarę jasno wytłumaczyłam, o co mi chodzi 🙂
Na koniec jest jeszcze taki fragment, do którego nic nie mam:
Ze względu na te drobne nieścisłości i w ogóle fakt, że ta moja wypowiedź była znacznie dłuższa niż to, co znalazło się w artykule (to akurat jest zupełnie normalne), postanowiłam, że wrzucę Wam tutaj na koniec całą moją wypowiedź. Jeśli ktoś jest zainteresowany taką rozszerzoną wersją, to zapraszam do lektury:

























