aktualnościnowe wpisyprzepisy

Kosmetyczka – „narodowe zagrożenie”? Dlaczego traktują nas jak…

kosmetyczka problem

Zebrałam dla Ciebie kilka nowych newsów, które układają się w naprawdę niepokojącą i szokującą całość. To tekst z gatunku tych, które pisze się w 2 godziny pod wpływem emocji, a po napisaniu przychodzi refleksja: czy aby nie za ostro? Może i ostro, ale każda osoba pracująca w gabinecie powinna mieć świadomość tego, co się dzieje!

Konferencja Głównego Inspektoratu Sanitarnego

Dziś jest prawdziwy wysyp newsów po konferencji prasowej Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Konferencja dotyczyła nowego projektu rozporządzenia (pisałam o nim wczoraj TUTAJ) i innych planów Inspektoratu dotyczących gabinetów kosmetycznych. Żałuję kurcze, że nie wiedziałam o niej wcześniej… Na stronie Inspektoratu nie ma jeszcze żadnych informacji (poza zdjęciem sprzed 3 godzin na Facebooku) opieram się więc wyłącznie na przekazach medialnych.

A w przekazach medialnych (w większości identyczny komunikat) co? Pomijając tytuły „Coraz niebezpieczniej w salonach kosmetycznych. Wkraczają resort zdrowia i GIS” (dziennik.pl) dużo ciekawych informacji.

Taki cytat:

Resort zdrowia też chce wprowadzić przepisy, w których określi, jakie narzędzia mogą być stosowane w gabinetach. Można będzie stosować wyłącznie „czyste i technicznie sprawne wyroby oraz narzędzia, w stopniu zapewniającym ochronę przed szerzeniem się zakażeń i chorób zakaźnych”.
(gazetaprawna.pl)

Serio?

Gdzie był bałagan i kto za to odpowiada?

Powiedzmy może więc głośno, jakie są fakty. Fakty są takie, że wymóg sterylizacji był zapisany w starym rozporządzeniu z 2004 roku:

2. Narzędzia lub ich części, których stosowanie:
1) nie powoduje naruszenia ciągłości tkanek, po każdym użyciu dokładnie czyści się, myje i dezynfekuje;
2) powoduje naruszenie ciągłości tkanek, po każdym użyciu poddaje się dezynfekcji, a następnie myje i sterylizuje.

W rozporządzeniu, które z winy urzędników (nie wiem których dokładnie, ale na pewno nie z naszej, bo to nie my odpowiadamy za tworzenie przepisów) przestało obowiązywać w 2012 roku i nie pojawiło się nowe. Był owszem projekt (zdaje się w 2014), ale też przepadł bez wieści. Wiem, bo dzwoniłam w tej sprawie do ministerstwa wiele razy.

Przez 7 (!) lat nie było rozporządzenia dla gabinetów kosmetycznych!

W tym czasie osoby, które pracują na czarno po domach i w różnych dziwnych miejscach, robiły co chciały, zaś osoby, które chciały prowadzić swoje gabinety rzetelnie i profesjonalnie, „bujały” się z interpretacjami lokalnych sanepidów, których paleta była niczym wyposażenie najbardziej przezornej wizażystki świata. Tak, czy siak ostatecznie wszyscy powoływali się na stare rozporządzenie, a na kontrolach legalnych, profesjonalnych gabinetów nie było przeproś, bo sterylizacja jak wiadomo w gabinecie wykonującym konkretne zabiegi być musi.

Ratunek przed „krwiożerczymi kosmetyczkami”?

Teraz ktoś się w końcu (słusznie!) za to zabrał, ale jednocześnie w ogólnopolskich mediach ODKRYWAMY AMERYKĘ! Te straszne kosmetyczki, co to tylko czekają (żądne krwi) na tych biednych klientów, wreszcie ktoś przywoła do porządku!

Bo rośnie liczba zakażeń…

Tylko kto sprawdził, ile takich zakażeń jest wynikiem działalności gabinetów będących pod kontrolą sanepidu, a ile wynikiem działalności pieszczotliwie określanych przez branżę „domówek”? Będę o to pytać i Was informować.

Straszymy i zakazujemy

To wszystko „pięknie” wpisuje się w „modny” ostatnio temat straszenia gabinetami. W tych samych newsach czytamy:

Ministerstwo chce też prawnie uregulować rynek medycyny estetycznej. Zastanawia się nad jej włączeniem do katalogu umiejętności lekarskich. To oznacza, że zabiegi związane z ingerencją w tkanki powłok skórnych będą mogły być wykonywane wyłącznie przez lekarzy jako przedstawicieli grupy zawodowej legitymującej się specjalistycznym zakresem wiedzy teoretycznej i praktycznej.
(dziennik.pl)

O tym również Wam już pisałam jakiś czas temu (TUTAJ).

Pisałam również o tym, że z debaty publicznej magicznie zniknęło określenie „przerywania ciągłości skóry”, którego nikt rozsądny nie potrafił obronić (o absurdach z tym związanych TUTAJ), a w to miejsce pojawiła się „ingerencja w tkanki powłok skórnych”.

„Przerywanie ciągłości” umarło! Niech żyje „ingerencja w tkanki”!

Przypominam opinię na ten temat radcy prawnego Marka Koennera, specjalisty w zakresie prawa medycznego i kosmetycznego, autora bloga legalnygabinet.pl:

Oczywiście na chwilę obecną przepis art. 16 ust. “Ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi” zezwala osobom innym niż udzielającym świadczeń zdrowotnych podejmowania się czynności, w trakcie wykonywania których dochodzi do naruszenia ciągłości tkanek ludzkich. Osoby te obowiązane są do wdrożenia i stosowania procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami oraz chorobami zakaźnymi.

Zakładam, że pod pojęciem „ingerencja w tkanki ludzkie” nie chodzi już o samo przerwanie ciągłości tkanki ludzkiej, ale o inną ingerencję, w trakcie której nie dochodzi do przerwania ciągłości tkanki, czyli np. o zastosowanie niektórych rodzajów laserów czy nawet peelingi chemiczne.

Sytuacja absurdalna. Przerywanie ciągłości skóry jest za szerokie, bo obejmuje nawet depilację, a to zamieńmy je na jeszcze szersze określenie, którego jak dotąd nikt nie zdefiniował. I zabrońmy kosmetyczkom! A co!

Teraz będzie najlepsze! Czy jest na sali logika?

W nowym projekcie Rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie szczegółowych wymagań sanitarnohigienicznych przy świadczeniu usług fryzjerskich, kosmetycznych, tatuażu i odnowy biologicznej określenie „naruszenie ciągłości tkanek” pada dokładnie 7 razy! Co więcej, nowe rozporządzenie jest sporo dłuższe, niż stare. Dodatkowe strony to właśnie głównie instrukcje związane z sytuacjami związanymi z naruszaniem ciągłości tkanek i ich konsekwencjami (dezynfekcja, sterylizacja itd.).

To trzeba nam zakazać, czy może dostarczyć szczegółowych instrukcji postępowania?

Dodam jeszcze, że osoby, które wykonują sterylizację we własnym zakresie będą musiały robić szkolenia (cytat z nowego rozporządzenia):

Osoba uprawniona do realizacji procedur dekontaminacji materiału skażonego w obiekcie posiada tytuł zawodowy technika sterylizacji medycznej albo co najmniej średnie wykształcenie oraz ukończony kurs kwalifikacyjny z zakresu technologii sterylizacji i dezynfekcji według programu zatwierdzonego przez ministra właściwego do spraw zdrowia.

Czyli mamy się obowiązkowo szkolić (nawet jeśli potrafimy i robimy to od 10 lat) ze sterylizacji po to, żeby wiedzieć, jak postępować z narzędziami, które naruszyły ciągłość tkanek, ale za chwile zakaże się nam przerywania ciągłości tkanek. Czy jest na sali logika?

Zapomniałam jeszcze dodać, że jak się postarasz, to możesz dostać certyfikat z żabą. Fajnie, nie?

GIS rusza z akcją „Nie trać zdrowia dla urody”, w ramach której mają być przyznawane specjalne certyfikaty z obrazkiem żaby tym salonom, w których nie dochodzi do powikłań.
(gazetaprawna.pl)

Nie to, że się naśmiewam z certyfikatów… Na pewno warto wyróżniać dobre salony, ale w kontekście tego co napisałam powyżej, ciężko o inną reakcję…

Może pomyślisz: przesada, przecież chodzi o bezpieczeństwo klientów. Tak! Ale klienci już od kilku lat są straszeni w mediach gabinetami kosmetycznymi. Czytając ostatnie newsy mają prawo wysnuć wniosek, że do tej pory posługiwałyśmy się „patykami i kamieniami”, a teraz wreszcie zmuszą nas do dezynfekcji i sterylizacji, no bo ileż można zarażać tych biednych ludzi…

No nie… To nie powinno przebiegać w takiej atmosferze.

I niech się ktoś w końcu weźmie za osoby, które w domu na czarno robią zabiegi po 15-minutowych kursach z YouTube chińskimi kosmetykami z internetu! Są jakieś pomysły w tym zakresie? Ok, zakazujemy i co dalej? Ktoś będzie przeglądał ogłoszenia w sieci i kontrolował takie osoby?

Ciąg dalszy na pewno nastąpi…

Uważasz, że to ważny temat? Że powinno się o tym dowiedzieć więcej osób? Kliknij TUTAJ i udostępnij proszę ten artykuł na Facebooku, żeby dotarł jak największej grupy osób! Może komuś otworzy oczy na realne problemy!

Zerknij i wesprzyj kolejne publikacje na ten temat!

A co do samego nowego rozporządzenia, to przygotowałam dla Ciebie obszerną analizę w formie e-booka.

Będzie mi miło, jeśli choćby rozważysz zakup, bo to właśnie środki z płatnych e-booków pozwalają mi trzymać rękę na pulsie i tworzyć dla Ciebie bezpłatne treści na najważniejsze dla branży tematy! Zerknij proszę TUTAJ, żeby zobaczyć wspomnianego e-booka.

Jeśli chcesz zobaczyć inne cenne materiały, które pomogą Ci zarabiać więcej na Twoim gabinecie, przejdź TUTAJ.

podrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznym
Tags : slider
Anna Wydra-Nazimek - Gabinet od zaplecza
mgr kosmetolog, specjalistka do spraw marketingu i zarządzania w branży beauty. Właścicielka firmy NEZA Group zajmującej się doradztwem i wsparciem marketingowym dla firm działających w branży kosmetycznej oraz bloga Gabinet od zaplecza. Autorka kilku tysięcy artykułów publikowanych w najlepszych mediach branżowych, a także kilkudziesięciu e-booków na temat marketingu i zarządzania salonem beauty. Prywatnie żona i mama.

Dodaj komentarz

avatar