Gabinet od zaplecza

Zakaz konkurencji – wielu kojarzy się negatywnie… Czy słusznie? Obalam największe mity związane z zakazem konkurencji i wyjaśniam na przykładach, dlaczego naprawdę warto spojrzeć na ten temat z innej perspektywy!

To jeden z artykułów, który powstał spontanicznie, na gorąco – po lekturze Waszych komentarzy pod ostatnimi postami o zakazie konkurencji. Czytając je, doszłam do wniosku, że temat zdecydowanie wymaga rozwinięcia, bo w jego kontekście pojawia się mnóstwo nieprawdziwych przekonań.

Przy okazji kilka refleksji na temat kondycji branży beauty. O jej głównych bolączkach i sposobach rozwiązania pewnego impasu, w który same się wpędziłyśmy.

W artykule zacytuję kilka fragmentów z różnych dyskusji, które przeprowadzą nas przez kluczowe zagadnienia z bardzo praktycznej, życiowej perspektywy.

Po co ten zakaz konkurencji?

Po to, żeby pracownicy, pracując u Ciebie, nie wykonywali dodatkowej działalności, która może szkodzić Twojej firmie. To tak w skrócie. Przykład? Proszę bardzo.

Monika pracuje jako przedstawiciel handlowy firmy X, produkującej maski do twarzy. Jeździ po salonach i zbiera zamówienia. Postanowiła sobie jednak tak “nieoficjalnie” trochę dorobić i dodatkowo zbiera zamówienia dla konkurencyjnej firmy Y, która również produkuje maseczki do twarzy. Jej pracodawca o tym nie wie. Gdyby wiedział, dostałby zawału, bo od lat walczy o klientów z firmą Y.

Czy Monika postępuje fair? Mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną, że nie. To, że sprzedaje dwa rodzaje masek, ma negatywny wpływ na zyski jej pracodawcy. Część klientów pewnie zdecyduje się na konkurencyjną firmę. Monika przecież również ją zachwala.

Co by było, gdyby Monika podpisała ze swoim pracodawcą umowę o zakazie konkurencji?

Myślę, że odpowiedź jest oczywista. Nie zbierałaby zamówień dla konkurencji, bo wie, że grożą jej za to konkretne konsekwencje.

Czy zakaz konkurencji to wyzysk, niesprawiedliwość, krwiopijstwo itd.? (MIT 1)

Zostawmy na chwilę emocje i spójrzmy na to inaczej. Potraktujmy zakaz konkurencji jak powiedzenie pracownikowi: słuchaj, starajmy się wspólnie, żeby rozwijać nasze miejsce pracy – wszyscy na tym zyskamy.

Ok, pora na pierwszy argument, który pojawiał się w dyskusjach:

Wszyscy pracujący w salonach, których znam, świadczą usługi poza – ,,na czarno”. Zarobki w tej branży są marne.

Jeśli ktoś mało zarabia, to problem nie tkwi w ewentualnym podpisywaniu zakazu konkurencji, tylko w niewielkich zarobkach!

Dlaczego?

Osoba, która mało zarabia, ma małą motywację do pracy i będzie niechętna właściwie wszystkiemu (wdrażaniu nowych procedur, promowaniu produktów do pielęgnacji domowej, z których nie ma prowizji itd.), a że trafił się akurat zakaz konkurencji, to właśnie on „obrywa”.

Pytanie, dlaczego ktoś mało zarabia? Między innymi właśnie dlatego, że mamy mocno rozwinięty czarny rynek. Mamy też wysokie koszty pracy, co dodatkowo wpływa na rozwój czarnego rynku. Jeśli salon nie ma klientów, zaniża ceny, nie zarabia, to pracownicy też nie zarabiają. A gdyby tak zrobić mały reset i umówić się, że jesteśmy wobec siebie lojalni, wspólnie pracujemy na dobro naszego wspólnego miejsca pracy, zamiast „robić” klientki po godzinach, ściągamy je do salonu, to może tych pieniędzy, tego tortu do podziału byłoby więcej?

Zjadamy własny ogon…

Może pracodawcy, mając taką umowę, czuliby się bezpieczniejsi, chętniej zatrudniali nowe osoby, wysyłali je na szkolenia, rozwijali swoje firmy… Może udałoby nam się pracować w większych grupach, a nie „każdy sobie rzepkę skrobie”, bo przecież nikomu nie można zaufać…

Jeśli pracownicy dorabiają sobie po godzinach „na czarno”, to w praktyce pośrednio przyczyniają się do niszczenia własnych miejsc pracy. Kurcze, przecież te podatki się same nie płacą. Im więcej osób działa „na lewo”, tym wyższe podatki dla tych działających „na prawo” i tym mniej pieniędzy ci „prawi” mogą dać tym „lewym”.

Kluczowe są…

ZASADY

Jeśli nasza branża cierpi na wiele chorób, a cierpi, to jedynym, co ją może uzdrowić, jest uporządkowanie pewnych spraw. Przydałoby się też trochę wsparcia ze strony państwa, pójście na rękę przedsiębiorcom, zmniejszenie kosztów pracy, papierologii… Na to jednak mamy ograniczony wpływ (choć warto zastanowić się, np. na kogo głosujemy). Zajmijmy się więc tym, co możemy zrobić same.

Możemy zadbać o to, żeby układać pracę swojego salonu w profesjonalny sposób – w każdym zakresie – procedur, szkoleń, wynagrodzeń, cen, marketingu, rekrutacji i dokumentacji…

Spisanie pewnych spraw w formie umowy, to tylko jeden z elementów większej układanki, która ma dać nam w efekcie lepszy dla pracodawcy, pracownika i klienta salon.

Żeby było dobrze, trzeba zadbać o wszystkie trybiki. Zakaz konkurencji przy marnym wynagrodzeniu i tragicznych warunkach pracy jest faktycznie bez sensu. To system naczyń połączonych.

Może jednak zamiast narzekać, że jest źle, warto zastanowić się, co zrobić, żeby było dobrze? Zbudować profesjonalną, dobrze funkcjonującą i zyskowną firmę?

Czym jest ten zakaz konkurencji, o co właściwie chodzi?

Mamy dwie możliwości, a właściwie trzy, bo trzecia powstanie z połączenia dwóch pierwszych:

  • zakaz konkurencji na czas pracy w salonie,
  • zakaz konkurencji na czas po zakończeniu pracy w salonie,
  • zakaz konkurencji na czas pracy i po zakończeniu pracy w salonie.

Warto dodać, że to nie jest tak, że zakazuje się wszystkiego i koniec. Zakaz konkurencji można (a nawet warto) stosować elastycznie – zależnie od rzeczywistych potrzeb i możliwości, ale o tym za chwilę…

Zakaz konkurencji na czas pracy w salonie – o co chodzi?

Pracownik zobowiązuje się, że na czas pracy u Ciebie nie będzie podejmował innej, konkurencyjnej działalności zarobkowej, czyli np.:

  • nie zatrudni się na pół etatu w konkurencyjnym salonie,
  • nie będzie przyjmował klientek w domu na zabiegi, które są dostępne w salonie,
  • nie będzie w Twoim salonie, Twoim klientkom dawał swoich prywatnych wizytówek,
  • nie będzie nakłaniał innych Twoich pracowników do odejścia z salonu razem z nim itd.

W dokumentach, które stworzyłyśmy z radcą prawnym Iloną Przetacznik, jest dokładna lista działań, które mogą być uznane za konkurencyjne, więc jeśli interesuje Cię ten temat – zajrzyj.

I teraz wróćmy do pytania o „wyzysk i krwiopijstwo”. Czy oczekiwanie od pracownika, że np. nie będzie podbierał klientów ze swojego miejsca pracy, jest aż taką fanaberią? Pozostańmy cały czas przy opcji, że pracownik jest dobrze wynagradzany, bo w innym przypadku nie polecam (a właściwie odradzam) korzystanie z zakazu konkurencji.

Czy dla pracownika powstrzymanie się od takiego działania jest wyczynem na miarę zdobycia Mount Everestu? Czy to nadludzki wysiłek? Czy wymagając tego, naprawdę wymagamy niemożliwego?

Jeśli szukam pracy, to po to, żeby ta praca zapewniła mi dochody, no, chyba że z góry umawiam się na jakąś 1/3475 etatu, mam własną firmę i współpracuję z 10 salonami… To zupełnie inne sytuacje.

Mówimy o pracowniku zatrudnionym na stałe w pełnym wymiarze godzin (choć oczywiście nie musi być to wyłącznie umowa o pracę). Czy w interesie tego pracownika jest po wyjściu z pracy biec do dodatkowej roboty? No chyba raczej nie bardzo. Każdy potrzebuje wolnego. Jeśli pracownikowi brakuje pieniędzy, to wracamy do punktu wyjścia. Problemem nie jest sam zakaz konkurencji, a niskie wynagrodzenie, które nie daje możliwości utrzymania i poczucia bezpieczeństwa, a przy okazji komplikuje także mnóstwo innych spraw związanych z prowadzeniem zyskownej firmy…

Zanim więc dasz pracownikom do podpisania umowę o zakazie konkurencji, upewnij się, że jesteś fair w stosunku do nich we wszystkich kluczowych aspektach!

Zaskakujący fakt o zakazie konkurencji! (MIT 2)

Teraz to dopiero będzie zaskoczenie – szczególnie, jeśli jesteś przeciwniczką zakazu konkurencji i uważasz, że to wyzysk. Być może nie wiesz, ale zakaz konkurencji wynika wprost z kodeksu pracy!

Teoretycznie nie musisz podpisywać osobnej umowy, żeby wymagać od pracownika lojalności. Warto jednak to zrobić właśnie po to, aby zbudować świadomość pracowników oraz dokładnie określić, czego konkretnie robić nie wolno, w kontekście pracy w salonie i co dokładnie grozi za złamanie takiego zakazu – większość ludzi nie ma o tym pojęcia. Takich dokładnych wytycznych już oczywiście nie znajdziemy w kodeksie pracy.

Jasna deklaracja pracownika uświadamia konsekwencje nieuczciwych działań i stanowi niepodważalny dowód na to, że pracownik złamał zasady z pełną świadomością.

I właśnie o to złamanie zasad chodzi! Pamiętaj, że umowy podpisuje się na złe czasy! Dlaczego podpisujesz umowę najmu? Przecież mogłabyś umówić się z właścicielem „na gębę”. Przecież umowy ustne również są ważne…

Ano właśnie po to, żeby w sytuacji, w której ktoś okaże się być osobą nieuczciwą, łatwiej dochodzić swoich praw. Żeby jasno określić zasady współpracy tak, żeby nikt nie czuł się zaskoczony, wprowadzony w błąd itd. Po to, żeby móc egzekwować to, co wcześniej zostało ustalone. Aby wzajemnie się dyscyplinować obrazem naszego podpisu złożonego przed pewnymi deklaracjami…

Czy zakaz konkurencji świadczy o braku zaufania do pracowników? Czy nie lepiej budować zgrany zespół? (MIT 3)

Myślę, że nie ma sensu uciekać się do tego typu zachowań. Wystarczy budowanie w zespole wewnętrznego wsparcia, rozwoju, dobrej atmosfery i uczciwości z obydwu stron.

Nawet jeśli jesteśmy w 100% fair i wszystko dobrze się układa, zawsze możemy trafić na nieuczciwą osobę. Czasami ktoś po prostu tak ma, czasami źle coś zinterpretuje, poczuje się urażony, czasami „zmusi go” do tego sytuacja życiowa… Bywa różnie.

Wyżej pisałam, że umowę podpisuje się na złe czasy… Czasy, których nie chcemy, które mamy nadzieję, że nie nadejdą, ale obiektywnie nadejść mogą.

Na mojej grupie na FB była omawiana jakiś czas temu taka sytuacja.

Pracownica w najbliższym czasie odchodzi i do wszystkich klientek mówi/pisze (dokładnie nie pamiętam, a odszukać nie potrafię), że zaprasza do swojego własnego, nowego salonu.

Czy to jest w porządku? Nie!

Przecież to klient decyduje… Po co zakazywać? (MIT 4)

Kolejny komentarz:

Klient idzie tam, gdzie chce. Jeśli pracownik odchodzi, klient i tak nie musi korzystać z usług dawnego salonu.

Pracownica ma prawo odejść, klientki mają prawo ją znaleźć, ale jeśli ktoś siedzi w pracy (za którą ma płacone) i zajmuje się w tej pracy marketingiem własnej, konkurencyjnej działalności, to jest słabe. I między innymi właśnie przed takimi sytuacjami chroni nas zakaz konkurencji!

Jest różnica pomiędzy poniższymi sytuacjami.

SYTUACJA 1

Pracownica odchodzi. Tworzy własny gabinet. Klientki odnajdują ją w sieci, przychodzą do niej i zostają.

SYTUACJA 2

Pracownica zamierza odejść i jeszcze w trakcie pracy w salonie wręcza wszystkim klientkom swoje prywatne wizytówki, zachęcając do wizyty w swoim salonie, który otwiera za miesiąc.

Pierwsza sytuacja jest jak najbardziej ok. W drugiej sytuacji pracownica wykorzystuje swój czas pracy (za który pracodawca jej płaci) do promocji własnego, konkurencyjnego biznesu. Czy to w porządku? Nie!

Co jest więc nie w porządku? Takie zachowanie pracownika, czy zakaz konkurencji, który ma sprawić, że taki pomysł będzie znacznie trudniej zrealizować?

Budowanie zespołu? Jak najbardziej – jako jeden z „trybików”, o których pisałam wcześniej. Zakładam, że dbasz o swoich pracowników.

Musisz jednak mieć na uwadze, że masz naprawdę ograniczony wpływ na to, jak zachowują się inni ludzie. Znów przykład.

Dwie koleżanki tworzą razem salon, nie podpisują żadnej umowy, bo znają się od dawna, ufają sobie. Jedna ma działalność, druga jest „na doczepkę” niby jako pracownik, ale dzielą się sprawiedliwie. Jedna z nich poważnie choruje i na długo znika z pracy. Druga nie jest w stanie zarobić na dwie osoby. I co wtedy? Będzie brutalnie: czy przyjaźń przetrwa perspektywę przeprowadzki pod most?

W pewnych sprawach po prostu opłaca się spisać zasady, wzajemne zobowiązania. Tym bardziej, jeśli stawką są finanse budowanej przez lata działalności, a więc również bezpieczeństwo Twoje i Twojej rodziny!

Kwestia konkurencji to oczywiście problem „mniejszego kalibru”, ale przecież może się tak zdarzyć, że pracownica zabierze ze sobą np. połowę Twoich klientek… Ile pieniędzy wydasz, żeby na nowo zapełnić grafik? Z czego opłacisz rachunki w tym czasie? Znów brutalnie: na pewno nie opłacisz ich wiarą w to, że ludzie są dobrzy, a świat sprawiedliwy.

Ludzie przychodzą do fachowca, a nie do salonu… (MIT 5)

Pora na kolejny komentarz.

W tej branżý liczy się konkretny fachowiec, a nie miejsce.

Jest w tym sporo prawdy, ale nie byłabym aż tak kategoryczna. Tutaj znów – wiele zależy od właściciela salonu. Jeśli salon jest przypadkową “sklejką” kilku specjalistów i generalnie pierwszym, co przychodzi na myśl klientom na dźwięk słowa “salon”, jest jego adres, to ok.

Myślę jednak, że obecnie żyjemy w czasach, w których równie ważna, jak relacja z osobą wykonującą zabieg, jest atmosfera panująca w danym miejscu, jakość obsługi, sposób komunikacji, wystrój, oferta, muzyka, kawa, udogodnienia np. dla mam czy osób niepełnosprawnych, godziny otwarcia, lokalizacja, organizowane imprezy…

Tu już mocno wkraczamy w temat BUDOWANIA MARKI, który jest tematem rzeką… Nie będę się więc mocno w niego wgłębiać. Istotne jest to, że jeśli chcesz dobrze zarabiać w branży beauty, to musisz zadbać o to, aby Twoi klienci przychodzili nie tylko do pani Kasi, ale przede wszystkim do salonu.

Jak widzisz, ten temat jest również znacznie szerszy, niż sam zakaz konkurencji.

Zakaz konkurencji na czas po zakończeniu pracy w salonie – o co chodzi?

Ten temat jest jeszcze bardziej kontrowersyjny, no bo jak tak uwiązywać do siebie pracownika, który już u nas nie pracuje? To tak, jakby po rozwodzie pytać byłego męża, co robił wczoraj wieczorem… 😉

Tutaj również pierwsze skrzypce grają emocje. Zostawmy je więc na chwilę.

Fakty są takie:

  • umowę o zakazie konkurencji po ustaniu zatrudnienia możesz podpisać z pracownikiem w dowolnej chwili, nawet na początku współpracy,
  • zasady są analogiczne, jak w przypadku umowy na czas pracy – z kilkoma wyjątkami,
  • główny wyjątek jest taki, że w czasie obowiązywania umowy musisz wypłacać pracownikowi odszkodowanie – minimum 25% wynagrodzenia,
  • jeśli pracownik złamie zakaz, płaci określoną w umowie karę finansową.

Chodzi więc o to, że pracownik nadal nie może prowadzić działalności konkurencyjnej, mimo że już u Ciebie nie pracuje. Ty rekompensujesz mu to, wypłacając co miesiąc konkretną kwotę.

Zanim stwierdzisz, że to kiepski pomysł, przeanalizuj proszę poniższe przykłady.

Jesteś jedynym salonem w mieście, który ma super hiper nową technologię. Zainwestowałaś mnóstwo pieniędzy w sprzęt, marketing, wypromowanie nowego, nieznanego klientkom zabiegu. Jako że szkolenia były bardzo drogie i bardzo długie, postanowiłaś, że przeszkolisz tylko jedną pracownicę. Jasne, nierozsądne, no ale tak zrobiłaś. Jak inwestycja zacznie przynosić zyski, to zatrudnisz i przeszkolisz kolejną osobę… Pracownica stopniowo się wdrażała – po kilku miesiącach efekty zabiegów zaczęły być naprawdę świetne, a klientki masowo zapisywały się na zabiegi.

Już zaczynałaś się cieszyć, że inwestycja za chwilę zacznie się zwracać, ale pracownica się zwolniła, wzięła kredyt, kupiła ten sam sprzęt, otworzyła salon i przyjmuje Twoje klientki. Ty nie masz ich jak umówić, bo nie masz pracownika. Zanim zapożyczysz się gdzieś i przeszkolisz nowego, będzie już “pozamiatane”…

W takiej sytuacji zakaz konkurencji również po ustaniu zatrudnienia ma bardzo duży sens. Po pierwsze, pracownica nie wpadnie na taki pomysł, bo ma zakaz konkurencji – powiedzmy na 3 miesiące po zakończeniu pracy u Ciebie. Gdyby jednak wpadła, to w te 3 miesiące zdołasz przeszkolić nową osobę i utrzymać klientów. Jasne, musisz coś płacić byłej pracownicy np. te 25% pensji, ale mając na uwadze całe koszty inwestycji i możliwe straty, to będzie wydatek jak najbardziej do przełknięcia.

Czym to się różni od sytuacji, w której taki salon otwiera obca Ci osoba? (MIT 6)

Możesz pomyśleć – ok, ale przecież taki sam salon może otworzyć zupełnie obca osoba… Czym to się różni?

Ano tym, że nie wydałaś masy pieniędzy na przeszkolenie tej obcej osoby, szlifowanie jej umiejętności, że nie zostałaś z dnia na dzień bez pracownika, a ten pracownik z otwartymi ramionami czeka na klientki, które Ty zdobyłaś, wydając masę pieniędzy na reklamę…

Różnica polega także na tym, że “normalna” konkurencja zastanowi się 2 razy, zanim otworzy taki sam salon w tym samym miejscu. To duże ryzyko. Lepiej ulokować się w innej części miasta i mieć więcej potencjalnych klientek.

Była pracownica może otworzyć salon obok, bo np.:

  • jej grupą docelową są Twoje klientki,
  • liczy na to, że ktoś przez pomyłkę trafi do niej zamiast do Ciebie,
  • liczy, że klienci pomyślą, że to nadal ten sam salon w innej lokalizacji,
  • chce, aby Twoje klientki miały do niej blisko,
  • nie chce “utrudniać’ im przejścia od Ciebie do niej…

Mówiąc o konkurencji, trzeba więc rozdzielić te dwie sytuacje. Odróżnić zwykłe biznesowe ryzyko od zmagania się z nielojalnością pracowników.

Oczywiście “zwykła” konkurencja też może “na złość” (sobie i Tobie) ulokować się tuż obok, jednak z biznesowego punktu widzenia zwykle będzie to najmniej rozsądne rozwiązanie.

Czy pracownik z zakazem konkurencji musi zmienić branżę? (MIT 7)

Co dokładnie oznacza ten zakaz? (…) Przecież wiadomo, że nie będą po skończonej pracy u nas sprzedawały ziemniaków.

Było już sporo na ten temat, ale chciałabym poruszyć jeszcze jeden aspekt, mianowicie kwestię ziemniaków 🙂

To nie jest tak, że musimy zakazać każdemu wszystkiego (no, chyba że będziemy mu płacić np. 100% wynagrodzenia).

Wzór umowy o zakazie konkurencji jest na tyle elastyczny, że można dostosować warunki do indywidualnej sytuacji. Aby Twoja pracownica nie musiała “sprzedawać ziemniaków” po zakończeniu pracy u Ciebie, możesz jej dać np. 25% wynagrodzenia i zapisać w umowie, że zakaz obejmuje obszar 10 km wokół salonu. Taka odległość będzie dla Ciebie bezpieczna? Nie? Daj więcej. Pracownica będzie jeździć do pracy trochę dalej, ale dostanie ekstra pieniądze.

Czy zakaz konkurencji jest wbrew interesom pracownika? (MIT 8)

Może chce otworzyć własny salon, ale np. na drugim końcu miasta. Te np. 25% ekstra pieniędzy będą dla niej super na pierwsze, najtrudniejsze miesiące prowadzenia działalności. Ty masz pewność, że Twoje klientki zostaną z Tobą (może poza jakimiś nielicznymi przypadkami, które pojadą te powiedzmy 30 km. za ukochaną specjalistką).

Nie jest więc tak, że zakaz konkurencji jest przeciwko pracownikowi. Pracownik (szczególnie jeśli jest uczciwy) może na tym sporo zyskać.

Taki wariant zakazu konkurencji sprawdzi się również w przypadku tych najprostszych zabiegów. Nie chodzi nam przecież o sam fakt posiadania w ofercie danego zabiegu, ale bardziej o to, aby była pracownica nie wykonywała go “pod naszym nosem”.

Czy skazujemy pracownika na “głodowanie”? (MIT 9)

I z 25% od tego pracownik ma się utrzymać przez kilka miesięcy? Bzdura.

Jak pokazałam powyżej:

  • pracownik nie musi się utrzymać tylko za te 25% – może w tym samym czasie normalnie pracować, tylko np. w nieco większej odległości, niż dotychczas,
  • to wcale nie musi być te 25%(!) – może być 30, 40, 80, a nawet 100% – wszystko zależy od wysokości wynagrodzenia pracownika, tego, jak bardzo restrykcyjny i potencjalnie uciążliwy będzie zakaz konkurencji i jeszcze kilku innych czynników – trzeba po prostu zrobić sobie symulację: co mi się bardziej opłaca, co będzie uczciwe i akceptowalne dla pracownika,
  • nie musi być to kilka miesięcy – może być nawet jeden, czy dwa – jeśli masz kogoś na zastępstwo, super program lojalnościowy, a klientki uwielbiają Twój salon, to może nawet wystarczą te 2 miesiące…

Jak widzisz, jest to wszystko bardzo elastyczne.

Czy zakaz konkurencji jest legalny? (MIT 10)

Podobno podpisanie takiej umowy jest bezprawne i nielegalne. Przy ewentualnej rozprawie w sądzie to bezwartościowy kawałek papieru.

Tutaj zacytuję odpowiedź Ilony Przetacznik, która jest radcą prawnym i autorką wzoru umowy o zakazie konkurencji, który znajdziesz w sklepie Gabinetu od zaplecza:

Takie umowy są jak najbardziej legalne, jednak należy dochować określonych wymogów. Wynikają one głównie z kodeksu pracy oraz orzeczeń sądów. Co jest w tym najważniejsze i jakich błędów unikać?

Umowa musi być umową, a nie obietnicą pracownika – musi być na piśmie. Ważna jest precyzyjność zakresu zakazu konkurencji, okres jego obowiązywania… To tylko kilka spraw, o których należy pamiętać, aby taka umowa była ważna.

Jeśli chodzi o ewentualną sprawę w sądzie – jak najbardziej – właśnie umowa w postaci kawałka papieru się liczy i jest najlepszym dowodem… 😉

Oczywiście warto podkreślić, że sąd jest tutaj ostatecznością. Zwykle już sam fakt podpisania takiej umowy wystarcza, aby zapobiegać konfliktowym sytuacjom z pracownikami. Przecież między innymi właśnie po to podpisujemy umowy! 🙂

Chcesz spróbować wprowadzić podobne rozwiązanie w swoim salonie?

Zabezpiecz swój salon i zapewnij sobie spokojny sen! Skorzystaj z gotowych dokumentów stworzonych wspólnie z radcą prawnym Iloną Przetacznik – otrzymasz wzór umowy o zakazie konkurencji (3 warianty) wraz ze wskazówkami i odpowiedziami na najpopularniejsze pytania.

Więcej informacji na temat wzoru znajdziesz TUTAJ.

We wzorze umowy o zakazie konkurencji znajdziesz następujące zapisy:

  • szczegółowy opis działań, które będą uznane za działalność konkurencyjną (m.in.: przejście do konkurencji, otwarcie własnego salonu, działalność formalna, nieformalna, odpłatna i nieodpłatna),
  • zapis precyzujący, w jakiej odległości od Twojego salonu obowiązuje zakaz konkurencji,
  • zobowiązanie do zachowania tajemnicy, zarówno w zakresie postanowień umowy, jak również danych klientek,
  • informacje o wysokości kary umownej związanej ze złamaniem zakazu konkurencji,
  • zobowiązanie do informowania pracodawcy o podejmowaniu jakiejkolwiek dodatkowej działalności i inne.

Umowę o zakazie konkurencji otrzymujesz w trzech wariantach:

  • wzór na okres po ustaniu zatrudnienia – jeśli zależy Ci wyłącznie na zabezpieczeniu się na wypadek, gdyby pracownik po odejściu z pracy chciał przejść do konkurencji lub otworzyć własny salon – wiąże się z koniecznością wypłacania odszkodowania,
  • wzór na okres w trakcie zatrudnienia – jeśli zależy Ci wyłącznie na zabezpieczeniu się na wypadek prowadzenia konkurencyjnej działalności (na własny rachunek lub u kogoś) w trakcie pracy u Ciebie – w związku z zawarciem takiej umowy, nie trzeba nic dodatkowo płacić pracownikowi,
  • wzór na okres w trakcie i po ustaniu zatrudnienia – połączenie obu powyższych opcji, czyli jesteś zabezpieczona kompleksowo i jednocześnie zobowiązana do wypłacania odszkodowania, ale dopiero w momencie, w którym pracownik odejdzie.

Więcej informacji na temat wzoru umowy o zakazie konkurencji w promocyjnej, premierowej cenie znajdziesz TUTAJ.

Umowa o zakazie konkurencji dla pracownika salonu beauty – WZÓR z komentarzem

Jeśli zależy Ci na kompleksowym zabezpieczeniu salonu, wybierz jeden z 3 pakietów, w których znajdziesz nie tylko umowę o zakazie konkurencji, ale również 5 innych przydatnych dokumentów wraz ze wskazówkami:

  • Regulamin dla klientów salonu beauty – żeby rozwiązać problem nieprzychodzenia na zabiegi, spóźnień, odwoływania wizyt „za pięć dwunasta” itd.
  • Umowa z pracownikiem o podnoszenie kwalifikacji zawodowych – żeby uregulować kwestie płatności i wolnego na szkolenia, a także zwrotu kosztów szkolenia, jeśli pracownica zwolni się przed ustalonym czasem,
  • Regulamin dla pracowników salonu beauty – aby usprawnić pracę salonu, podnieść jakość wykonywanych usług, zabezpieczyć się przed utratą bazy klientek itd.,
  • Umowa o pracę dla salonu beauty – żeby jasno określić zasady współpracy, obowiązki pracownika, a także zabezpieczyć się przed utratą klientów, ujawnianiem informacji stanowiących tajemnicę firmy i stratami finansowymi.
  • Regulamin bonów podarunkowych – żeby rozwiązać problem zwracania bonów, chęci realizowania ich po upływie terminu, łączenia bonów z promocjami oraz wątpliwości związanych z rozliczaniem sprzedaży bonów (PIT, VAT, kiedy księgować) itd.

Kupując w pakiecie, możesz oszczędzić aż 27%! Więcej informacji o pakietach znajdziesz TUTAJ

podrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznym
Anna Wydra-Nazimek - Gabinet od zaplecza
mgr kosmetolog, specjalistka do spraw marketingu i zarządzania w branży beauty. Właścicielka firmy NEZA Group zajmującej się doradztwem i wsparciem marketingowym dla firm działających w branży kosmetycznej oraz bloga Gabinet od zaplecza. Autorka kilku tysięcy artykułów publikowanych w najlepszych mediach branżowych, a także kilkudziesięciu e-booków na temat marketingu i zarządzania salonem beauty. Prywatnie żona i mama.

Dodaj komentarz

avatar