Czy jesienią grozi nam kolejny lockdown? Jeśli nie, to co w przypadku nadejścia „drugiej fali” zakażeń? Jakie restrykcje mogą wrócić?

Jesień – słowo, które u wielu budzi grozę. Czy słusznie?

Trzymając się faktów, wypadałoby napisać: to się okaże, bo tak naprawdę jeszcze nikt nie wie, co wydarzy się w najbliższych miesiącach. Nie przegoni to jednak naszych strachów, nie poprawi przygotowania na ewentualne komplikacje. Może więc warto zmierzyć się z lękami i skonfrontować je z tym, co wiemy w tej chwili? Może warto zastanowić się, co jeszcze jesteśmy w stanie zrobić, żeby rozciągnąć nad swoim salonem większy i mocniejszy parasol ochronny? Właśnie taki jest cel tego artykułu.

Zanim przejdziemy do meritum, wspomnę jeszcze tylko, że w tej chwili czytasz drugą część artykułu. W pierwszej części omówiłam kwestie finansowe:


CZĘŚĆ I: Ile salonów beauty zyskuje, a ile traci po lockdownie? Czy jest szansa na więcej klientek?

Jak salony kosmetyczne i fryzjerskie radzą sobie w pierwszych tygodniach po otwarciu? Jest gorzej, czy lepiej? Czego można się spodziewać w najbliższych miesiącach? Czy klientki będą miały pieniądze na zabiegi w salonie? Przygotowałam dla Ciebie mnóstwo danych na temat kondycji finansowej salonów i zasobności portfeli Twoich potencjalnych klientek! więcej...


Czy jesienią grozi nam kolejny lockdown?

W tej chwili wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie. Wskazuje na to również logika i ekonomia, ale po kolei…

Podczas wywiadu w Polsat News na pytanie o ewentualny kolejny lockdown odpowiedział:

Nie planujemy właśnie dlatego, bo on był bardzo bolesny dla gospodarki, nie tylko dla polskiej, dla całego świata.

Z politykami, jak wiadomo, różnie bywa, dlatego przyjrzyjmy się innym argumentom.

Jesienią może do nas dotrzeć tzw. druga fala zakażeń. Tak na marginesie – wszyscy boją się „drugiej fali”, ale tak po prawdzie, to chyba jeszcze nie minęła pierwsza… Nie zmienia to jednak faktu, że problem jesienią może być większy niż w tej chwili, choćby z powodu zbliżającego się sezonu infekcyjnego. No bo jak odróżnić przeziębienie od koronawirusa? Zrobić test, ok. Tylko zanim ktoś ten test zrobi i przyjdą wyniki, to pewnie będzie panika, kwarantanny itd.

Czyli jednak lockdown? Niekoniecznie… Bo i po co? Zamknięcie wszystkiego w marcu miało jakiś sens (choć ostatecznie zweryfikuje to pewnie historia), bo „wróg” był nieznany. Nikt nie wiedział, ile jest tych zakażonych. Informacje z innych krajów mroziły krew w żyłach, szpitale były nieprzygotowane, nie mieliśmy masek, procedur itd. Obecnie większość ekspertów twierdzi, że najrozsądniejszą opcją jest „wyłapywanie” zakażonych, ognisk. Wychodzi to różnie, ale na tę chwilę nikt nie ma lepszego pomysłu. Bo po co trzymać w domu ludzi z Gdańska, jeśli 200 osób zaraziło się w fabryce cegieł we Wrocławiu?

W ramach szukania „światełka w tunelu” warto jeszcze dodać, że obecne zalecenia (maski, dezynfekcja rąk, dystans) mogą zmniejszyć ryzyko zakażenia nie tylko koronawirusem, ale również zwykłymi sezonowymi infekcjami. Jeśli tych „zwykłych infekcji” będzie mniej, ograniczymy tym samym również „koronawirusowy bałagan”.

Teoretycznie może dojść do sytuacji, w której nas znowu pozamykają, ale żeby tak się stało, to musiałoby dojść do masowych zakażeń na terenie całego kraju, przepełnienia szpitali itd. A i wtedy nie potrwałoby to pewnie dłużej niż „zwyczajowe” 2 tygodnie kwarantanny. Dlaczego?

W tym miejscu dochodzimy do najważniejszego argumentu przeciwko lockdownowi, czyli pieniędzy (może się oburzysz, że przecież życie i zdrowie ludzi jest najważniejsze, ale obawiam się, że w praktyce jednak decydują pieniądze). Rząd nie ma pieniędzy na kolejne „tarcze”, bo i skąd. Przecież te pieniądze są z naszych podatków. Jeśli przez ostatnie miesiące, zamiast je płacić, przyjmowaliśmy pomoc, to powoli widać dno tej skarbonki. I teraz brutalne pytanie: co jest gorsze? Więcej zakażeń, czy brak pieniędzy na funkcjonowanie szpitala? Brak pieniędzy na szpital, bo to spowoduje większe straty.

Czyli “luzik”? Nic nam nie grozi?

Aż tak się nie rozpędzajmy… Jak już pisałam na wstępie, niczego nie wiemy na pewno, ale myślę, że już w tej chwili można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, że czeka nas konkretny bałagan – właśnie ze względu na nadchodzący sezon infekcyjny.

Bałagan raczej lokalny, niż globalny, ale jeśli będziesz miała pecha, to trafi właśnie na Ciebie. No bo patrz: Twoja klientka dzień po wizycie zaczęła kaszleć, gorączkować. Idzie do lekarza. Kwarantanna dla niej, szukanie kontaktów i pada na Twój salon. Żadnego lockdownu nie ma, a Ty i tak siedzisz w domu dwa tygodnie. Może krócej, jeśli uda się wcześniej jej lub Tobie zrobić testy. Inna sytuacja: kolega Twojego dziecka z przedszkola zaczął gorączkować. Całe przedszkole wraz z rodzicami na kwarantannę itd. To jest tak naprawdę najbardziej realne zagrożenie, jeśli chodzi o najbliższe miesiące. Jak się na to przygotować? O tym będzie w kolejnej części (klik).

Teraz jeszcze dokładnie nie wiadomo, jak to wszystko będzie wyglądało w praktyce, jakie będą procedury, czy rzeczywiście gorączka wystarczy, żeby przyblokować kilkadziesiąt lub kilkaset osób, czy może jednak najpierw zrobią testy… Biorąc pod uwagę sposób funkcjonowania naszego państwa, nie mam jednak wielkiej nadziei, że wszystko będzie działało jak dobrze naoliwiona maszynka. Precyzyjny plan powinien być opracowany już w maju, a teraz powinny odbywać się ostatnie szkolenia dla personelu medycznego. Tak wiem, dobry żart…

Będą nas pewnie „zamykać” indywidualnie (tak jak dotychczas, ale myślę, że na większą skalę). Być może wróci część ograniczeń (np. zostaną „odchudzone” zgromadzenia, wesela i inne imprezy). Może również zdarzyć się jakiś lokalny, krótkotrwały lockdown, np. dotyczący jakiejś dzielnicy lub całej miejscowości, ale zamykanie wszystkiego i na długo raczej nam nie grozi, chyba że zrobi się naprawdę dramatycznie, ale wtedy będziemy mieli zapewne większe zmartwienia.

Warto zaznaczyć, że salony kosmetyczne i fryzjerskie należą raczej do tych bezpieczniejszych miejsc. Po pierwsze, ze względu na drakońskie (w porównaniu choćby z weselami lub kinami) ograniczenia dotyczące ilości przebywających razem osób oraz bardzo dużą staranność w zakresie przestrzegania higieny.

Kilka dni temu był co prawda przypadek zakażeń w salonie fryzjerskim w Warszawie, ale w porównaniu z zakażeniami na imprezach rodzinnych i w dużych zakładach pracy, to w tej chwili jednak marginalny problem. Nawet więc, gdyby miały wracać jakieś ograniczenia, to jesteśmy raczej w dalszej części potencjalnej kolejki.

Jakie ograniczenia wprowadzają kraje, w których rośnie liczba zakażeń?

Skoro jakieś ograniczenia mogą wrócić, to co pójdzie „pod nóż” w pierwszej kolejności? Zrobiłam dla Ciebie mały przegląd najczęściej wprowadzanych ograniczeń – ponownie wprowadzanych – po wcześniejszym poluzowaniu. Dodam tylko, że nie analizowałam dokładnie sytuacji w każdym kraju – po prostu przejrzałam newsy z ostatnich dni i na tej podstawie wynotowałam powracające ograniczenia – mogłam więc coś pominąć.

Powracające ograniczenia w innych krajach europejskich:

  • powrót do noszenia maseczek w zamkniętych pomieszczeniach, w komunikacji publicznej (u nas generalnie cały czas obowiązuje),
  • powrót do noszenia maseczek „na ulicy”,
  • ograniczenia liczby osób, które mogą uczestniczyć w imprezach masowych, rodzinnych i prywatnych spotkaniach – zarówno w pomieszczeniach zamkniętych, jak i na świeżym powietrzu,
  • przywrócenie limitów osób, które mogą jednocześnie przebywać w sklepach,
  • zamykanie granic z krajami notującymi wzrost zakażeń,
  • obowiązkowa kwarantanna dla osób powracających z krajów, w których notowane są wzrosty zakażeń,
  • obowiązkowe testy na własny koszt na niektórych lotniskach (zwykle jako alternatywa dla obowiązkowej kwarantanny),
  • lokalne, krótkotrwałe lockdowny w miejscach, w których notuje się nagłe, duże wzrosty zakażeń,

Jak widzisz, relacje z innych europejskich państw, w których w ostatnich dniach rośnie liczba zakażeń, są dla naszej branży raczej optymistyczne. Na liście przywracanych zakażeń w innych krajach nie odnotowałam ponownego zamykania salonów kosmetycznych i fryzjerskich (poza sytuacjami, gdzie zamyka się wszystko, ale tak jak pisałam – tylko lokalnie i na krótko). Większość z nich dotyczy zwiększania dystansu, ograniczenia liczy osób, noszenia maseczek, czyli tego, co obecnie w salonach jest standardem.

Co zrobić, żeby ograniczyć ryzyko indywidualnej kwarantanny? Jak przygotować salon na ewentualne problemy jesienią? Co zrobić, żeby już teraz zadbać o finanse salonu? O tym w trzeciej (i ostatniej) części artykułu, którą znajdziesz TUTAJ.

P.S. Artykuł pisałam przez kilka ostatnich dni. Również od kilku dni obserwujemy wzrosty ilości zakażeń (dziś rekordowe 615 przypadków zakażenia). Czy to cokolwiek zmienia? W ramach aktualizacji i uzupełnienia przytoczę dzisiejszą wypowiedź premiera:

Premier zastrzegał, że “sytuacja epidemiczna ewoluuje i nie sposób przewidzieć tego, co będzie za miesiąc”. – Niektórzy namawiają nas do tego, żebyśmy już dzisiaj dokonali kolejnego lockdownu, kolejnego zamknięcia gospodarki. Ja chcę tego unikać, bo wiem, jak bardzo mocno poturbowana została gospodarka polska – mówił premier.

– Być może wtedy będzie mniej zachorowań i o ileś mniej zgonów w obszarze czy w związku z koronawirusem, ale pojawią się zgony związane z niewłaściwym leczeniem w innych obszarach, ponieważ zamknięcie gospodarki, które dotyczy w jakimś stopniu służby zdrowia, jest groźne dla całej gospodarki – dodał szef rządu. (źródło: TokFm).

Nadal uważam, że o ile nie dojdzie do jakiejś katastrofy, to całkowity lockdown jest mało prawdopodobny. Trzeba jednak przyznać, że dzisiejsza wypowiedź premiera jest mniej kategoryczna niż ta, którą cytowałam na początku artykułu…

Przeczytaj trzecią część artykułu:

CZĘŚĆ III: Jak przygotować salon na jesień? Co zrobić, żeby ograniczyć ryzyko potencjalnych problemów?

Co zrobić już teraz, żeby w przypadku wzrostu zakażeń jesienią znowu nie stracić płynności finansowej? Jak przygotować siebie, salon i klientki? więcej…

podrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznympodrecznik marketingu i zarządzania gabinetem kosmetycznym